Wyprawa do Włoch

w 68. rocznicę wyzwolenia Bolonii
i miast włoskich w regionie Emilia-Romagna
przez żołnierzy 2. Korpusu Polskiego
 

 

SPRAWOZDANIE

OLGI CIĘŻKOWSKIEJ

 

Dzień I

            Wyjechaliśmy 12 kwietnia br. około godziny 11:00 spod szkoły w Belsku Dużym. Podróżowaliśmy bardzo sprawnym technicznie, wygodnym i czystym autokarem Związku Harcerstwa Polskiego. Podróż mijała nam w miłej, harcerskiej atmosferze.

Mieliśmy regularne postoje, z czego jeden z nich obejmował zwiedzenie „strefy bez cła” na granicy czesko-austriackiej. Jest to małe fantastyczne miasteczko, w którym można zobaczyć wszystko, począwszy od piratów, nimf, elfów, Elvisa Presleya, po smoki, rycerzy i czarodzieja Merlina na dachu. Cały ten dzień i noc minęły nam w podróży. 

Dzień II

            Na miejsce parkingowe, z którego bezpośrednio odpływał prom do Wenecji, dotarliśmy ok. 7 nad ranem. Spędziliśmy tam trochę czasu, żeby odetchnąć po długiej podróży. Ok. 9:00 wypłynęliśmy do Wenecji, która była pierwszym punktem naszego programu.

            Słynne „miasto na wodzie” zrobiło na nas ogromne wrażenie. Charakter i wygląd domów oraz uliczek od razu do nas przemówiły i pozwoliły szybko wczuć się we włoski klimat. Zwiedzanie zaczęliśmy wszyscy razem od Placu św. Marka i znajdującej się tam bazyliki. Potem krążyliśmy po Wenecji oglądając fasady budynków, szyldy mnóstwa sklepików, najsławniejsze kanały i mosty na nich. A było tam, co podziwiać. Dostaliśmy trochę wolnego czasu na targu, na którym mogliśmy znaleźć wszystko - od owoców i warzyw, po najbardziej dziwne okazy owoców morza. Wiele osób skusiło się na zakup truskawek. Potem po podziwianiu kolejnego dużego fragmentu miasta, samodzielnie, choć w ukryciu pod okiem opiekunów, musieliśmy dotrzeć do miejsca zbiórki, skąd odpływał nasz prom powrotny. Mogliśmy zwiedzić każde interesujące nas miejsce, wchodzić we wszystkie zakamarki i odkrywać tajemnice Wenecji, ponieważ wygląda na miasto, które skrywa ich wiele. Urzekło mnie to miejsce, uważam je za niepowtarzalne.

            Zanim zapadł zmrok dotarliśmy do hotelu w Lido Di Iesolo, gdzie mieliśmy spędzić drugą noc. Chętni mogli również zwiedzić to miasteczko i przespacerować się na plażę, aby obserwować zachód słońca nad morzem. Już po pierwszym dniu we Włoszech czuliśmy, że zobaczyliśmy bardzo wiele, a świadomość, że jeszcze tyle przed nami dodawała nam niezbędnej energii i chęci do dalszego odkrywania.

Dzień III

            Wstaliśmy rano, aby od razu spakować się i wyruszyć do San Marino. Dojechaliśmy tam jeszcze przed południem. Autokarem podjechaliśmy prawie pod sam szczyt wzgórza, na którym znajduje się to miasto - państwo. Dostaliśmy do wykonania zadanie – zwiedzić trzy zamki, które znajdują się na szczycie i zrobić sobie zdjęcie z armatami znajdującymi się w jednym z nich (nie wiedzieliśmy, w którym). Mniejszymi grupami wędrowaliśmy po terenie zamków i zaabsorbowani zadaniem, wymienialiśmy się informacjami, gdyż mieliśmy niemałe problemy z jego wykonaniem. Jednak głównym celem było zwiedzenia części San Marino, a to wszystkim wyszło bardzo dobrze.

            W San Marino mogliśmy zobaczyć chyba najpiękniejsze krajobrazy całej wycieczki. Kiedy wchodziło się na którykolwiek z zamków i stawało na jego szczycie, można było obserwować wszystko dookoła, a wzrok nie sięgał granic. Niebo było przejrzyste, pogoda piękna, co umożliwiało doskonałą widoczność. Wielkie, rozciągające się doliny, wypełnione mniejszymi wioskami i miasteczkami, a na horyzoncie góry schodzące się z morzem – takich rzeczy nie ogląda się nawet w filmach. Ta wycieczka znacznie zmieniła moje wyobrażenie o świecie.

 

Z racji tego, że była niedziela zaplanowaliśmy Mszę Świętą. Najlepszym miejscem do tego był cmentarz poległych żołnierzy polskich w Loretto. We mszy uczestniczyliśmy w strojach obrzędowych. Widoki stamtąd były piękne, a nasza Liturgia odbywała się akurat o zachodzie słońca, co sprzyjało chwili refleksji. Już wtedy zaczynaliśmy rozumieć, po co tak naprawdę tam przyjechaliśmy. Wspominaliśmy poległych rodaków, którzy walczyli w naszej wspólnej sprawie i nie mieliśmy wątpliwości, że jest to warte zapamiętania i oddania czci.

Potem zwiedziliśmy jeszcze niesamowitą bazylikę i małe miasteczko wokół niej. Wracaliśmy już po zachodzie słońca na nocleg u sióstr, kilka kilometrów dalej. Zakwaterowanie było bardzo miłe z widokami na światła Loretto w oddali.

Dzień IV

            Po tradycyjnej wczesnej pobudce zjedliśmy śniadanie kontynentalne (serwowane tam jednakowo we wszystkich hotelach i ośrodkach) i pojechaliśmy do Asyżu – kolejnego ważnego celu podróży. Zaczęliśmy od zwiedzania Bazyliki św. Klary. Poznaliśmy historię sióstr klarysek oraz samej Klary. Widzieliśmy relikwie z nią związane, np. szaty, w których chodziła w poszczególnych okresach swojego życia, a nawet jej ciało z woskowymi odlewami twarzy, stóp i dłoni.

            Potem samodzielnie mieliśmy dotrzeć do bazyliki św. Franciszka. To również był czas na zwiedzenie miasta. Dla mnie Asyż był trochę mistyczny i tajemniczy. Praktycznie wszystkie domy zbudowane z tego samego kamienia, w takim samym kolorze, kamienne uliczki, schody, fontanny, place i zamek na szczycie górujący nad miastem. Dlatego Asyż, uważany przez niektórych za najładniejsze i „najbardziej włoskie” miasto, jest taki charakterystyczny.

 Kiedy wszyscy dotarli już na wyznaczone miejsce, obejrzeliśmy kościół wybudowany na grobie Świętego. Zrobił na nas duże wrażenie, bardzo dobrze wpasowywał się w klimat miasta. W Asyżu mieliśmy również okazję zobaczyć dom Franciszka, a oryginalne drewniane drzwi od pokoju, w którym zamykał go ojciec, gdy był dzieckiem.

            Następnie pojechaliśmy do innej miejscowości, aby zobaczyć tam kolejną świątynię, tym razem Matki Boskiej Anielskiej. Była ona również związana z ważnym wydarzeniem z życia Franciszka, którego śladem podążaliśmy, ponieważ stworzył tam trzy najważniejsze zasady, na których opierał się jego zakon. Na pamiątkę tego zobaczyliśmy relikwie – sznur samego Świętego (chodził nim przepasany jako zakonnik) z trzema węzłami symbolizującymi właśnie te reguły.

            Jako ostatni zwiedziliśmy Bazylikę Matki Bożej Anielskiej oraz znajdujący się w niej  Porcjunkula.

            Potem pojechaliśmy już na camping pod Rzymem, w którym mieliśmy spędzić kolejne 4 noce.

Dzień V

Nasz pierwszy dzień w Rzymie. Rano pojechaliśmy pociągiem na stację znajdującą się w pobliżu Placu św. Piotra. Zwiedzanie tego miasta, mieliśmy zacząć od sławnych Muzeów Watykańskich. Tam też się udaliśmy i po długim staniu w kolejce, w końcu dostaliśmy się do środka. Byliśmy tam bardzo długo, ponieważ było mnóstwo do zobaczenia: zabytki starożytnego Egiptu, Grecji, Rzymu, rzeczy związane z życiem papieży, którzy dotąd urzędowali w Watykanie, przeróżne malowidła, dzieła, obrazy, rzeźby itp.

Muzea Watykańskie to prawdziwy zbiór sztuki światowej zgromadzonej w jednym miejscu.

Potem zwiedzaliśmy Bazylikę św. Piotra. Zrobiła na nas wielkie wrażenie. Wręcz przytłaczała swoim ogromem, ilością zdobień, malowideł na ścianach i rzeźb. Chłonęliśmy każdy jej fragment i wręcz niewiarygodny wydawał się fakt, że jest ona dziełem rąk ludzkich.

 Widzieliśmy Kaplicę Sykstyńską, grób bł. Jana Pawła II i miejsca spoczynku innych papieży. Po Placu św. Piotra spacerowaliśmy w parach lub małych grupach.

Potem, znowu wszyscy razem podziwialiśmy Zamek Anioła. Potem spacerowaliśmy po słynnych rzymskich placach, ciesząc się prawdziwą atmosferą „wiecznego miasta”. Kluczyliśmy pomiędzy rozmaitymi stoiskami z obrazami, słuchaliśmy licznych ulicznych artystów i byliśmy zabawiani przez klaunów. Widzieliśmy znane z wiersza Miłosza - Campo Di Fiori.

Po dotarciu do stacji kolejowej, przed wieczorem wróciliśmy na camping.

Dzień VI

            Wstaliśmy bardzo rano, aby zdążyć na audiencję u papieża Franciszka, która zaczynała się 10:30, na Placu św. Piotra. Tradycyjnie pojechaliśmy pociągiem i wysiedliśmy na tej samej stacji, co poprzedniego dnia. Czekaliśmy w wielkim tłumie na wejście na plac. Ludzi było ogromnie dużo i wielu z nich widząc nasze mundury pytało czy jesteśmy skautami i skąd przyjechaliśmy. Entuzjastycznie reagowali, gdy odpowiadaliśmy, że z Polski, ponieważ chyba każdy przybywający do Watykanu, wiec coś o naszym kraju, ze względu na Jana Pawła II. Wyczytywali nas nawet oficjalnie jako grupę z Polski - harcerzy z drużyny im. Ryszarda Kaczorowskiego i uczniów Publicznego Gimnazjum im. ks. Zdzisława Jastrzębiec Peszkowskiego w Belsku Dużym. Trzymaliśmy wysoko uniesioną flagę polską i byliśmy charakterystyczni dzięki naszym strojom (togi, mundury). Audiencja trwała około godziny, a wszystkie czytania i przemówienia były również tłumaczone na nasz języki, co było moim zdaniem dużym wyróżnieniem i napawało nas pewną dumą. Potem skorzystaliśmy z czasu na chwilę odpoczynku.

            Następnie zwiedziliśmy Forum Romanum, które wyglądało jeszcze bardziej niesamowicie niż w podręcznikach do historii. Weszliśmy również po Schodach Hiszpańskich prowadzących do kościoła Świętej Trójcy.

            W tym dniu zobaczyliśmy naprawdę ciekawy fragment Rzymu, który z dnia na dzień coraz bardziej nam się podobał. 

Dzień VII

            Nasz trzeci, ostatni dzień w Rzymie. Rano zaczęliśmy zwiedzanie od Kościoła św. Klary. Był to nieduży, ładny kościółek na wzgórzu Awentyn, dookoła którego rozciągały się piękne widoki na Rzym. Zaglądaliśmy przez słynną „dziurkę” w drzwiach do ogrodu Zakonu Kawalerów Maltańskich (wizytówkę Rzymu), przez którą idealnie widać kopułę Bazyliki św. Piotra, okoloną tunelem z liści. Zobaczyliśmy kościół św. Aleksego. Potem poszliśmy do gaju pomarańczowego, w którym oświadcza się wybrankom swojego życia bardzo wielu mężczyzn. Stamtąd również rozciąga się piękna panorama miasta.

            Tego dnia mięliśmy zwiedzić pozostałe trzy bazyliki papieskie, więc następnie udaliśmy się do Bazyliki św. Pawła, zwanej „bazyliką za murami”. Św. Paweł, jako obywatel Rzymu, został stracony poza jego murami, stąd ta nazwa. Ten kościół jest niezwykle piękny i przestronny. Znajdują się tam portrety wszystkich papieży, a legenda mówi, że kiedy zabraknie na nie miejsca, to nadejdzie koniec świata.

            Potem mogliśmy podziwiać schody zaprojektowane przez Michała Anioła przed Kapitolem. Widzieliśmy również jedne z najbardziej rozpoznawalnych zabytków Rzymu, czyli Koloseum i Łuk Triumfalny. W tych miejscach naprawdę dało się poczuć ducha przeszłości.

            Kolejną bazyliką papieską, którą odwiedziliśmy, była Bazylika św. Jana na Lateranie. Jest to arcybazylika, matka i głowa wszystkich kościołów miasta i świata. Ona również - wielka, przestrzenna, bogato zdobiona - wzbudziła silne emocje. Stały tam ogromne rzeźby wszystkich 12 apostołów. Do 1308 roku, zanim została spalona i ograbiona, była siedzibą papieży.

            Tego dnia zobaczyliśmy jeszcze niewielki kościół Quo Vadis i ostatnią z bazylik większych - Bazylikę Matki Boskiej Śnieżnej. Znajduje się ona na wzgórzu Eskwilin. Pod ołtarzem głównym, osłoniętym baldachimem, oglądaliśmy relikwie żłóbka Pana Jezusa.

            Po pożegnaniu z Rzymem wróciliśmy na ostatnią noc na campingu.

Dzień VIII

            Rano spakowaliśmy się i pojechaliśmy do hostelu w Bolonii. Po drodze odebraliśmy znicze, pozostawione wcześniej w szkole językowej. Gdy dojechaliśmy na miejsce, zostawiliśmy swoje rzeczy, zakwaterowaliśmy się w pokojach.

            Późnym popołudniem pojechaliśmy do Imoli na program artystyczny przygotowany przez uczniów szkoły w tym mieście. Opowiadał on o historii niedźwiedzia Wojtka, związanego z Korpusem generała Andersa. Obejmował film i teksty czytane przez uczniów. Potem wysłuchaliśmy muzycznego przedstawienia, prezentowanego przez mężczyznę w towarzystwie trzech muzyków. Opowiadał on o wydarzeniach usłyszanych od babci, które przed laty miały miejsce pod Monte Casino. Mimo, że nie rozumieliśmy wiele, ze względu na język, sztuka była bardzo sugestywna w wymowie. Dodatkowo w odbiorze pomagała muzyka. Zadziwiło nas, że Włoch tak dobrze zna historię Polski. Myślę, że nam wszystkim udzieliła się patriotyczna atmosfera.

            Zostaliśmy tam niezwykle mile przyjęci. Uczniowie tamtejszej szkoły chcieli z nami rozmawiać, nasza obecność tam jako Polaków była dla nich bardzo cenna. Cieszyliśmy się, że to właśnie my bierzemy udział w takim wydarzeniu.

            Wieczorem wróciliśmy do hostelu.

Dzień IX

            Tego dnia zaczęła się już nasza poważna praca w związku z uroczystościami wyzwolenia Bolonii przez 2 Korpus generała Andersa. Rano naszykowaliśmy stroje obrzędowe i pojechaliśmy na cmentarz w Bolonii poczynić potrzebne przygotowania. Zapalaliśmy znicze na wszystkich grobach (a było ich ponad 1450), sprzątaliśmy, czyściliśmy tablice pamiątkowe. Mieliśmy świadomości, że nasze działania są potrzebne, więc robiliśmy to chętnie.

            Uroczystości rozpoczynały się o 13:00 w kościele w Bolonii. Jako umundurowani harcerze i uczniowie w togach budziliśmy dość duże zainteresowanie wśród przybywających gości. Msza była odprawiana w języku polskim, z udziałem Wojska Polskiego. Potem wszyscy zaproszeni udali się na cmentarz. Dla wszystkich gości były rozstawione krzesła, a my zajęliśmy miejsca stojące naprzeciwko wojska. Zanim jeszcze wszyscy przybyli, musieliśmy szybko przyozdobić groby biało-czerwonymi chorągiewkami. Zaproszeni ludzie zaczęli przychodzić, a my musieliśmy być w stałej gotowości, do ich dyspozycji. Głownie chodziło o pomoc kombatantom. Problemem już na początku okazał się padający deszcz, Miłym zaskoczeniem dla nas był fakt, że nawet prosta pomoc, taka jak wycieranie mokrych krzeseł, może nas trochę zbliżyć do tych ludzi i pozwolić ich poznać.

            Cała uroczystość była tłumaczona na język polski i włoski. Zaczęło się od odegrania hymnów obu państw przez orkiestrę wojskową. Mogliśmy wysłuchać przemówień różnych ważnych osób, m. in. Pani Anny Marii Anders, córki generała Andersa. Udało nam się nawet z nią porozmawiać i zdobyć jej wpis do kroniki szkoły. Dowódca Wojska Polskiego wygłosił apel na cześć poległych, a żołnierze oddali salwę honorową. Odbyło się uroczyste złożenie wieńców, w którym również braliśmy udział. Po oficjalnej części wielu gości zwiedzało groby, rozmawiało ze sobą i wymieniało się spostrzeżeniami. Rozmawialiśmy z Naczelniczką i Naczelnikiem Związku Harcerstwa Polskiego. Byli zadowoleni z naszego reprezentowania kraju, a sami też byliśmy z siebie dumni. Czuliśmy, że jesteśmy częścią polskiej historii, a te dni są bardzo niecodzienne i warte zapamiętania.

            Po zakończeniu pierwszego dnia uroczystości wróciliśmy do hotelu.

Dzień X

            Część uroczystości, w których mieliśmy brać udział tego dnia odbywała się dopiero po południu, więc rano pojechaliśmy zwiedzić Weronę. Po drodze oglądaliśmy film o tym mieście, abyśmy potem bez przewodnika mogli znaleźć dom Julii i pomnik Dantego, znajdujący się na jednym z głównych placów. Niektórzy mieli z tym małe problemy, ale ostatecznie wszystkim udało się zobaczyć te miejsca.

            Potem pojechaliśmy na dalszy ciąg uroczystości. Tym razem pogoda była piękna. Zostaliśmy tak samo mile przywitani, jak poprzedniego dnia. Wysłuchaliśmy kilku przemówień, a na jedno zwróciliśmy szczególną uwagę, gdyż polski minister pan Jan Stanisław Ciechanowski – Kierownik Urzędu ds. spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych wypowiadał się o nas – harcerzach i uczniach gimnazjum. Mówił, że postawa, jaką prezentujemy jest godna podziwu, że mamy swoje wartości, którymi się kierujemy, które realizujemy i że dzięki nam pamięć o wydarzeniach, które wspominaliśmy, dotrwa do przyszłych pokoleń. Był dumny z młodzieży polskiej, którą reprezentowaliśmy.

            Na ostatnią część uroczystości w jakiej braliśmy udział pojechaliśmy pod pomnik  poświęcony żołnierzom polskim walczącym o wyzwolenie Imoli. Tym razem wieńce składali również uczniowie szkoły językowej, którą prowadzi pani Dorota Kulawiak, pochodząca z Polski. My pod tym pomnikiem paliliśmy znicze już drugiego dnia. Na koniec mogliśmy usłyszeć krótki koncert orkiestry wojskowej.

            Tak zakończył się nasz udział w uroczystościach z okazji wyzwolenia Bolonii przez 2 Korpus generała Andersa. Było to dla nas niezwykle ważne doświadczenie. Czuliśmy pewien zaszczyt, że znaleźliśmy się w tak wąskim gronie osób, mogących reprezentować Polskę i ZHP. Mam nadzieję, że zrobiliśmy to godnie. Podeszliśmy do tego na pewno z powagą. Wiedzieliśmy, dlaczego to robimy i jaki jest nasz cel. Myślę, że wspomnieniami z tego wyjazdu nieraz w przyszłości będziemy dzielić się z innymi.

Tego dnia wieczorem uczestniczyliśmy we Mszy Świętej na cmentarzu w Bolonii. Po mszy pięć druhen z naszej drużyny złożyło przyrzeczenie harcerskie. Chyba nie mogło być na to lepszego mementu, biorąc pod uwagę okoliczności i miejsce. Po zawiązaniu kręgu wróciliśmy do hotelu, na naszą ostatnią noc w Bolonii.

 Dzień XI

            Był to nasz ostatni dzień we Włoszech, gdyż następny przeznaczony był jedynie na podróż. Zwiedziliśmy Bolonię. Spacerowaliśmy po mieście, odwiedziliśmy najstarszy uniwersytet, na którym mogliśmy zobaczyć m. in. pierwszy stół do sekcji zwłok. Widzieliśmy również bazylikę, która miała być pierwotnie największym kościołem, większym od Bazyliki św. Piotra, lecz niestety ten plan nie doszedł do skutku z powodu braku funduszy.

            Po chwili czasu wolnego na zrobienie zakupów na drogę, ok. godziny 16 wsiedliśmy do autokaru i wyruszyliśmy w drogę powrotną. Każdy już chyba trochę tęsknił za domem, ale mimo wszystko żałowaliśmy, że wracamy, bo ten wyjazd okazał się niezapomnianą przygodą.

Dzień XII

            Przed godziną 11:00 dojechaliśmy do Belska Dużego.

 

Olga Ciężkowska

 

 

 
SPRAWOZDANIE

JANA JAKUBA JASIŃSKIEGO

 


12.04 – Dzień I
Około godziny 11-tej wyjechaliśmy z parkingu przy Publicznym Gimnazjum w Belsku Dużym, autokarem Chorągwi Wielkopolskiej ZHP, którego zdjęcie zamieszczono poniżej.

Podróż trwała w przybliżeniu 20 godzin. Nad ranem przyjechaliśmy na parking pod Wenecją

13.04 – Dzień II
Po porannej toalecie na parkingu autobusowym, wyruszyliśmy statkiem po Lagunie do Wenecji. Po przybyciu na miejsce pierwszym istotnym obiektem, jaki zobaczyliśmy był Plac świętego Marka oraz bazylika tego Świętego Marka. Na owym placu znajdowała się też siedziba Doży, czyli zarządcy Wenecji. Następnie udaliśmy się śladami Marco Polo oraz wielu innych sławnych ludzi, zwiedzając wiele zakamarków tego niesamowitego miasta, położonego na wyspach i poprzecinanego wieloma kanałami, bardziej lub mniej znanych. Istotnym elementem dnia był także dość długi czas wolny, w którym każdy mógł wedle własnego uznania wczuć się w klimat V-wiecznego miasta.
Plac św. Marka, Wenecja

Po powrocie statkiem na parking udaliśmy się do Lido di Jesolo, nadmorskiej miejscowości, w której mieści się hotel – miejsce naszego noclegu.

14.04 – Dzień III
Rano opuściliśmy hotel w Lido i udaliśmy się do Imola – miejscowości niedaleko Bolonii, w której zapaliliśmy znicze pod tablicą upamiętniającą walki armii generała Andersa na tamtych terenach oraz uczciliśmy te wydarzenia chwilą ciszy.
Następnie naszym autokarem pojechaliśmy do San Marino – enklawy na terenie Włoch. Jest to miasto położone na wysokości ok.700 m.n.p.m. Z centrum miasta rozciąga się piękny widok, więc zwiedzanie go było podwójną przyjemnością. Następnie przejechaliśmy do Loreto – kolejnej włoskiej miejscowości. Mieści się tam Polski Cmentarz Wojenny. Tam całą grupą uczestniczyliśmy w Mszy Świętej, którą odprawił nasz kapelan, ksiądz Wojciech Jurkowski. Po mszy zapaliliśmy tam znicze, oddając hołd poległym żołnierzom. Następnie przeszliśmy do sanktuarium Santa Casa, w którym według legendy mieści się dom, będący miejscem zwiastowania NMP.
Po zwiedzeniu terenu sanktuarium udaliśmy się na miejsce naszego kolejnego noclegu. Był to klasztor, którego część była przeznaczona właśnie na noclegi grup zorganizowanych.


15.04 – Dzień IV
Po śniadaniu udaliśmy się do Asyżu – miejsca szczególnego kultu Św. Franciszka. Miasto to istnieje już od czasów starożytnych. Podobnie jak San Marion położone jest dość wysoko.
Zwiedzaliśmy tam wiele ciekawych miejsc, lecz najważniejsze z nich, to: Bazylika świętego Franciszka, Bazylika Świętej Klary oraz dom św. Franciszka.
Poza miastem zwiedziliśmy również kilka kościołów, w tym miejsce stworzenia reguły franciszkańskiej oraz miejsce śmierci św. Franciszka. Po ciekawym dniu, zaczęliśmy kierować się w stronę Rzymu. Wieczorem przybyliśmy na camping pod Rzymem. Wszyscy zamieszkali w czteroosobowych, parterowych domkach, które mimo małych rozmiarów były bardzo wygodne.


16.04 – Dzień V
Po porannej zbiórce przeszliśmy 2 kilometry do stacji kolejowej La Giustiniana. Stamtąd pojechaliśmy miejską kolejką do Watykanu – kolejnej enklawy na terenie Włoch. Jako pierwsze zwiedziliśmy muzea watykańskie. Obejrzeliśmy tam liczne dzieła sztuki, a także poznaliśmy historię Watykanu i papiestwa. Mieliśmy także okazję obejrzenia fragmentu ogrodów watykańskich. Po muzeach przyszła kolej na Bazylikę świętego Piotra. Jest to piękny, ogromny kościół z ogromną historią. Mieliśmy okazję pomodlić się przy grobach Świętego Piotra, Jana Pawła II oraz wielu innych świętych i błogosławionych. Później z placu św. Piotra przeszliśmy do Zamku Anioła, twierdzy połączonej z murami Watykanu. Mogliśmy stamtąd podziwiać piękną panoramę Rzymu. Następnie wybraliśmy się na długi spacer po Rzymie, zwiedzając wiele pięknych miejsc, m. in. Kapitol, dziś odbudowany, a kiedyś będący siedzibą władców Rzymu. Po powrocie, także kolejką na camping każdy wyczerpany pięknym, ale też męczącym dniem, położył się spać.


17.04 – Dzień VI
Z samego rana udaliśmy się znów na plac Świętego Piotra, żeby tam uczestniczyć w audiencji generalnej u Ojca Świętego Franciszka, reprezentując naród w mundurach ZHP oraz galowych strojach gimnazjum w Belsku Dużym. Było to dla każdego wielkie przeżycie. Po liturgii słowa Papież skierował do ludu homilię, która następnie była przetłumaczona na wiele języków. Następnie wspólnie odmówiona została modlitwa Ojcze Nasz, po czym Papież pobłogosławił wszystkim.

Po audiencji poszliśmy zwiedzać dalej Rzym, m.in. Forum Romanum, oraz inne słynne zabytki. Niestety nie dane nam było wejść do Koloseum, mimo wszystko to był bardzo udany dzień.


18.04 – Dzień VII
Tego dnia znów udaliśmy się do Rzymu. Był to dzień nastawiony głównie pod kątem zwiedzania obiektów sakralnych. Zobaczyliśmy Bazylikę świętego Pawła Za Murami, Bazylikę Świętego Jana na Lateranie oraz Bazylikę Matki Boskiej Większej, a także kościół QUO VADIS i wiele innych zabytków, między którymi poruszaliśmy się metrem. Są to przeżycia, których nigdy nie zapomnimy.


19.04 – Dzień VIII
Po spakowaniu bagaży wyjechaliśmy w długa drogę do Bolonii. Podróż trwała około 4 godzin, lecz czas zleciał bardzo szybko. Po zakwaterowaniu w hostelu, udaliśmy się do szkoły w Imoli, gdzie oglądaliśmy przedstawienie dotyczące niedźwiedzia Wojtka, postaci znanej z komiksu, ściśle związanej z wydarzeniami w Bolonii i okolicach. Przedstawienie składało się z dwóch części – pierwszej, zorganizowanej przez młodzież, oraz drugiej, będącej słowno – muzyczną opowieścią włoskiego aktora, który doskonale przedstawił tę historię. Było to dla nas niezwykłe wydarzenie, zważywszy na to, że na co dzień nie mamy możliwości oglądania takich spektakli.


20.04 – Dzień IX
Był to kluczowy dzień naszej wyprawy. Rano pojechaliśmy na cmentarz żołnierzy polskich w Bolonii. Tam pracowaliśmy, zapalając znicze i porządkując teren cmentarza.
Następnie po założeniu galowych strojów udaliśmy się na mszę świętą w intencji walczących o wyzwolenie Bolonii. W modlitwie brali udział także przedstawiciele kościoła ewangelickiego i prawosławnego.
Po mszy z udziałem kombatantów oraz wielu innych gości, w tym córki generała Andersa, wszyscy udali się na cmentarz. Tam miały miejsce przemówienia zaproszonych gości, a także złożono wieńce oraz Kompania Reprezentacyjna Wojska Polskiego oddała salwę honorową. Odczytany został także apel poległych. Dzień ten bardzo ważny i myślę, że z naszej obecności był konkretny pożytek.


21.04 – Dzień X
Rano udaliśmy się do Werony, miejsca akcji „Romeo i Julii”. Zwiedzając to miasto mogliśmy doskonale poczuć klimat szekspirowskiego dzieła. Po obejrzeniu najważniejszych zabytków, powróciliśmy, żeby po południu uczestniczyć w kolejnych wydarzeniach, jako, że właściwa rocznica wyzwolenia przypadała na ten dzień. Reprezentowaliśmy naród i harcerzy w Imola oraz Castel San Pietro Terme – miejscowościach związanych historycznie z wydarzeniami w Bolonii i okolicach. Następnie wróciliśmy na cmentarz polski w Bolonii, gdzie we własnym gronie uczestniczyliśmy we mszy świętej. Po niej powróciliśmy do hostelu.


22.04 – Dzień XI
Po opuszczeniu hostelu udaliśmy się autobusem miejskim do centrum Bolonii. Tam zwiedziliśmy wiele miejsc, m.in. tamtejszy uniwersytet, katedrę oraz ratusz. Następnie wyruszyliśmy w drogę powrotną do Polski.


23.04 – Dzień XII
Po długiej i dość wyczerpującej podróży przybyliśmy do Belska Dużego około godziny 11-tej. Tam wyładowaliśmy bagaże z autokaru i każdy udał się do swojego domu. Uważam, że to był bardzo owocny wyjazd.


                                                                                                Jan Jakub Jasiński
 

 
SPRAWOZDANIE

ALEKSANDRY KARPETY

 

 Dzień 1 12.04.2013
Przyszedł dzień wyjazdu, oczekiwany przez każdego. Wszyscy zebrali się na parkingu przy Publicznym Gimnazjum im. Zdzisława Jastrzębiec Peszkowskiego w Belsku Dużym około godziny 10:30 razem z rodzicami oraz wypakowanymi po brzegi walizkami. Każdy był podekscytowany i cieszył się na myśl o nowej przygodzie. Naszym głównym celem podróży były obchody 68 rocznicy wyzwolenia Bolonii przez 2 Korpus Polski pod dowództwem generała Andersa. Było to dla nas dość stresujące wydarzenie. Uroczystości te wymagały od nas poważnego podejścia do tematu. Tam też czekało nas spotkanie z wieloma ważnymi osobistościami. Było to wyzwanie, w końcu reprezentowaliśmy sobą naszą szkołę oraz Związek Harcerstwa Polskiego .
O godzinie 11:00 na parking podjechał autobus, w którym były już zapakowane znicze na uroczystości. Wszyscy upchnęli swoje walizki do autobusu i pożegnali się z rodzicami. O godzinie 11:30 wyjechaliśmy z Belska kierując się na Katowice. Podróż mijała spokojnie. W autobusie panowała miła atmosfera. Niektórzy spali, inni słuchali muzyki a jeszcze inni po prostu rozmawiali. Już o godzinie 19:30 byliśmy na granicy Czech z Austrią na tak zwanej strefie bez cła. Gdy wjechaliśmy do Austrii, było już ciemno, więc nie było nam dane zobaczyć Alpy. Około godziny 5 byliśmy już na parkingu dla autobusów, przy którym był port ze statkami i promami przewożącymi ludzi do Wenecji.

Dzień 2 13.04.2013
Każdy stopniowo zaczynał się budzić po dość niekomfortowej nocy w autobusie. Ja jednak, chyba jak każdy, obudziłam się z uśmiechem na myśl co mnie czeka tego dnia. A mianowicie zwiedzanie Wenecji. Jest to miasto, które od dawna chciałam zobaczyć i fakt, że wydarzy się to a kilka godzin, był tak niesamowity. Mieliśmy czas do 9 na to, żeby skorzystać z toalet czy na zjedzeniu czegoś na śniadanie. O godzinie 9:30 byliśmy już na promie i płynęliśmy w stronę Wenecji. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od placu Świętego Marka, gdzie pan podał nam kilka ważnych informacji na temat Wenecji .
Wenecja to miasto położone na licznych bagnistych wyspach na Morzu Adriatyckim. Z tego względu jest to miasto kanałów. Miasto na wyspie zostało założone przez uciekinierów przed barbarzyńskim plemieniem Hunów. Choć później znalazło się w strefie wpływów Bizancjum, zdołało uzyskać niezależność. Nie można zapomnieć o niespotykanej architekturze, na którą składają się przede wszystkim wytworne pałace i zabytkowe świątynie. Udało nam się zobaczyć jedną z najsłynniejszych czyli Bazylikę św. Marka. W tej właśnie bazylice są złożone jego relikwie. Jest to świątynia zbudowana w stylu bizantyjskim z 5 kopułami. Wewnętrzny wystrój bazyliki zrobił na mnie ogromne wrażenie. Bogate zdobienie, mozaiki na sklepieniach i wiele innych szczegółów zapiera dech w piersiach.
Po zwiedzeniu bazyliki udaliśmy się uliczkami weneckimi w stronę głównego kanału weneckiego. Urok tego miasta powalał mnie na każdym kroku. W końcu dotarliśmy do głównego mostu na kanale Grande. Tam dostaliśmy czas na kupienie pamiątek oraz upamiętnienie tych pięknych chwil na zdjęciach.
Kolejnym punktem zwiedzania był ogromny targ owoców, warzyw i ryb. Największe wzięcie miały truskawki, których w Polsce dawno nie widzieliśmy. Dalsze wędrówki po weneckich zakamarkach doprowadziły nas do mostu studenckiego (Porte dell Accademia), z którego ruszyliśmy prosto w stronę Bazyliki Santa Maria Della Salute. Dotarliśmy pod piękną barokową budowlę, która niestety była dostępna do zwiedzania dopiero od godziny 15 (włoska sjesta) z tego względu zrezygnowaliśmy i powróciliśmy na Plac św. Marka. Była to wielka przygoda i dopiero wtedy udało mi się poznać piękno Wenecji w całej okazałości. Błądziliśmy po pięknych uliczkach, którymi w końcu dotarliśmy do miejsca zbiórki. Czekaliśmy wszyscy na prom, który o 16:30 przetransportował nas z powrotem na stały ląd.
Tam wsiedliśmy w autobus i pojechaliśmy na nocleg do hotelu Madison w Lido di Iesolo Hotel był bardzo ładny i przytulny, pokoje były zadbane i ładnie urządzone. Byliśmy tam niestety tylko jedną noc.


Dzień 3 14.04.2013
Wstaliśmy o 7 i zeszliśmy wszyscy na śniadanie kontynentalne. Nie byliśmy przyzwyczajeni do takiego jedzenia, u nas śniadania są dużo obfitsze. Po zjedzeniu poszliśmy do pokoi po walizki, zapakowaliśmy je do autobusu i ruszyliśmy w stronę San Marino. Po drodze zatrzymaliśmy się w miejscowości Imola, żeby zostawić tam na przechowanie znicze przygotowane na uroczystości. Zatrzymaliśmy się również przy pomniku upamiętniającym wyzwolenie miasta przez 2 Korpus, przy którym złożyliśmy wieńce i zapaliliśmy znicze. Był to akurat dzień wyzwolenia. Podróż do San Marino mijała przyjemnie i szybko. Gdy byliśmy już w pobliżu, zaczęła się ukazywać coraz piękniejsza panorama. Po jednej stronie widzieliśmy morze Adriatyckie a po drugiej stronie góry Apeniny. Był to jeden z piękniejszych widoków, jakie widziałam na tej wycieczce, pogoda tego dnia była wspaniała. W końcu podjechaliśmy na wzgórze i wszyscy w mniejszych grupkach udali się w stronę bramy świętego Franciszka, przez którą wchodzi się do miasta. Tuż przy wejściu na prawo znajduje się kościół Św. Franciszka. Naszym zadaniem było wejście na pierwszy zamek, każdy temu zadaniu sprostał. Stopniowo zebraliśmy się przy autobusie i ruszyliśmy w stronę Loreto. Tam wszyscy przebraliśmy się w togi i mundury i z wieńcami oraz zniczami ruszyliśmy na cmentarz żołnierzy 2 Korpusu poległych w bitwie o Loreto i Ankonę. Tam właśnie ks. Wojciech, jeden z naszych opiekunów, odprawił dla nas niedzielną mszę. Cmentarz znajdował się na skraju góry, a widoki które tam zastaliśmy są niezapomniane i niesamowite .
Tuż po mszy udaliśmy się do bazyliki Santa Casa. Zwiedziliśmy również starą część Loreto. Stamtąd poszliśmy do autobusu, który zawiózł nas do ośrodka u sióstr, w którym spędziliśmy noc.


Dzień 4 15.04.2013
Tego dnia mieliśmy okazje żeby się wyspać, śniadanie było dopiero o godzinie 8:30. Każdy wypoczęty zszedł z walizkami, które spakowaliśmy do autobusu, zjedliśmy pyszne śniadanie i ruszyliśmy w drogę. Tego dnia celem był Asyż, czyli miasto znane z narodzin Św. Franciszka i Św. Klary.
Zaraz po wejściu do miasta zwiedziliśmy bazylikę Św. Klary. Kościół w stylu gotyckim. W nim znajdują się relikwie Świętej oraz autentyczny krzyż z San Damiano.
Spacerując po Asyżu i jego zakamarkach poznałam urok tego miasta, wąskie uliczki, pełno kwiatów na parapetach cisza i spokój.
Bazylika Św. Franciszka to kolejna zabytkowa budowla, którą udało nam się zobaczyć. W tej bazylice znajdują się relikwie Św. Franciszka oraz freski Cimabue, Giotta i Pisano. Jak się okazało bazylika uległa zniszczeniu w 1997 roku podczas trzęsienia ziemi. Świątynia jest już odrestaurowana, jednak fragmentów fresków nie udało się odtworzyć.
Wędrując po Asyżu śladami świętego, doszliśmy do miejsca, w którym najprawdopodobniej więziono Franciszka przed śmiercią.
Około godziny 15 wyjechaliśmy z Asyżu i zwiedziliśmy jeszcze 2 kościoły związane z życiem Franciszkanów oraz samego Św. Franciszka. Jeden z nich to Bazylika Matki Boskiej Anielskiej, w której znajduje się Porcjuncula, kaplica, która otrzymał święty od benedyktynów.
Tak zakończyła się nasza przygoda w Asyżu, wsiedliśmy w autobus i pojechaliśmy w stronę Rzymu, gdzie czekała nas wielka przygoda .
Wieczorem około godziny 19 dojechaliśmy na nocleg do miejscowości La Giustiniana pod Rzymem. Mieszkaliśmy w małych przytulnych domkach campingowych. Kolejny dzień zapowiadał się bardzo aktywnie, więc każdy poszedł w miarę wcześnie spać.

Dzień 5
Pierwszy dzień w Rzymie rozpoczęliśmy o godzinie 7, całą grupą udaliśmy się na stację kolejki, która przetransportowała nas do San Pietro w Rzymie. Pierwszym miejscem było Muzeum Watykańskie, czyli zbiór dzieł sztuki zgromadzonych przez poszczególnych papieży. W muzeum było bardzo dużo ludzi, przez co zwiedzanie nie było komfortowe. Ciekawe było pomieszczenie, w którym mieściły się samochody papieży. Był tam też pojazd, w którym postrzelono naszego papieża Jana Pawła II . Po zwiedzeniu Muzeów Watykańskich przez Kaplice Sykstyńską udaliśmy się do bazyliki Św. Piotra. Freski Michała Anioła zrobiły na mnie wielkie wrażenie. Jak do tej pory o jego dziele słyszałam tylko w filmach dokumentalnych i historycznych na temat Rzymu. W bazylice św. Piotra zobaczyłam Pietę rzeźbę o której też jak do tej pory tylko słyszałam na lekcjach historii czy plastyki. Bogate zdobienie kościoła oraz ogrom budowli jest nie do opisania. W bazylice oraz na Placu Św. Piotra dostaliśmy czas na własne zwiedzanie, kupienie pamiątek oraz przekąszenie czegoś. Zaraz po tym udaliśmy się do zamku Świętego Anioła czyli grobowca przeznaczonego dla cesarza Hadriana, jego rodziny oraz następców. Położony jest na lewej stronie Tybru.
Później wszyscy poszliśmy na Piazza Navona. Jest to plac, na którym są 3 fontanny i tam właśnie toczy się rzymskie życie. Piazza Campo die Fiori, który znamy z wiersza Czesława Miłosza też udało nam się zobaczyć . W tym dniu nasze nogi odmawiały już posłuszeństwa. Wszyscy byliśmy zmęczeni. Jednak każdy cieszył się z tak wspaniale minionego dnia. Wróciliśmy kolejką do domków kempingowych ciekawi wrażeń czekających nas następnego dnia

Dzień 6
Wstaliśmy bardzo wcześnie rano a mianowicie o 6:30, gdyż zbiórka była już o 7:15. Jak dnia poprzedniego wszyscy poszliśmy na stacje, żeby dostać się kolejką do Rzymu. Od razu udaliśmy się pod plac Św. Piotra i czekaliśmy w tłumie na wejście na audiencję, która rozpoczęła się o 10:30. Mieliśmy bardzo dobre miejsca, staliśmy niedaleko barierki, która odgradzała drogę, którą jechał Papież. Byłam 1 raz na audiencji generalnej, więc było to ważne wydarzenie w moim życiu. Po zakończeniu audiencji, jak już wydostaliśmy się z zatłoczonego Placu świętego Piotra wszyscy poszliśmy coś zjeść. Mieliśmy po raz kolejny okazje spróbować włoskich makaronów czy pizzy, która jest całkiem inna niż w Polsce . Następnie przedostaliśmy się przez ulice Rzymu aż do Placu Kapitolińskiego, do którego można dojść imponującymi schodami zwanymi Cordonata. Jest to miejsce wyróżniające się absolutną harmonią. Wzrok przyciąga konny pomnik Marka Aureliusza jest to jednak kopia. Oryginał tego pomnika można podziwiać w Muzeum Kapitolińskim. Przechodząc przez plac w dół doszliśmy do Forum Romanum, czyli do serca miasta antycznego, jego politycznego, religijnego i gospodarczego centrum. Przemierzając rzymskie ulice dotarliśmy do Fonntanny di Trevi. To pewne, że nikt kto zwiedza Rzym, nie zrezygnuje z możliwości zobaczenia tak fascynującego widowiska z wody i kamienia. Po południu dotarliśmy pod Schody Hiszpańskie. Najsłynniejsze z licznych schodów. Prowadzą do kościoła na wzniesieniu, do którego oczywiście się udaliśmy. Potem zmierzaliśmy już tylko w stronę metra, aż w końcu na stacje, z której pojechaliśmy do domków.

Dzień 7
Nasz ostatni dzień w Rzymie zapowiadał się bardzo aktywnie. Zaczęliśmy od Bazyliki św. Pawła za Murami. Z tą bazyliką wiąże się bardzo ciekawa historia, nazwa „za murami” najprawdopodobniej pochodzi od tego, że Św.Paweł był obywatelem Rzymu i nie mógł być ścięty w mieście, dlatego została wykonana na nim egzekucja za murami Rzymu. W bazylice są portrety wszystkich papieży oraz pozostawione miejsca na kolejnych. Z tym wiąże się legenda, że gdy skończą się miejsca na portrety będzie koniec świata. Ta bazylika podobała mi się najbardziej ze wszystkich 4 bazylik większych. Kolejnym miejscem były 2 kościoły św. Aleksego i św. Sabiny. Oba te kościółki były malutkie, ale bardzo ładne. W jednym znajdowały się „schody św. Aleksego”. Stamtąd poszliśmy w stronę gaju pomarańczowego, który przypomina park. Jest to piękne zaciszne miejsce na końca którego ukazuje się piękna panorama Rzymu. Następnie zobaczyliśmy Koloseum zachowało się z 80 roku n.e . Mogło pomieścić ponad 50 tysięcy widzów. Był to największy amfiteatr cesarstwa. Spod Koloseum ruszyliśmy zobaczyć usta prawdy i zaraz potem autobusem miejskim pojechaliśmy pod bazylikę św. Jana na Lateranie \. Ta bazylika jest nazwana matką wszystkich kościołów. Jest to katedra biskupa Rzymu a więc kościół papieski czczony na równi z bazyliką św. Piotra.


Dzień 8 19.04.2013
Zbiórka była o 9, więc odespaliśmy przynajmniej do 8 te 3 dni. Spakowaliśmy walizki i już o godzinie 9:30 wyjechaliśmy z Rzymu do Bolonii. Podróż trwała ok. 5 godzin. Już na godzinę 15:30 byliśmy w hostelu. Był to luźny dzień. Przed zakwaterowaniem pan poinformował nas o tym, że czeka nas jeszcze podróż do Imoli na premierę przedstawienia artystycznego. Każdy w miał czas na zjedzenie czegoś porządnego i oporządzenie przed wyjazdem na to widowisko. O godzinie 17:30 mieliśmy zbiórkę przed autokarem. Jadąc do Imoli, zdaliśmy sobie wszyscy sprawę, że właśnie teraz nadszedł ten moment, w którym musimy wykazać się naszą wiedzą, kulturą oraz dojrzałością. W autokarze pierwszy raz od dłuższego czasu panowała cisza i słychać było osoby, które po kolei czytały wszystkim dla powtórzenia informacje o 2 Korpusie Polskim, o Generale Andersie, o wyzwoleniu Italii. Montaż słowno-muzyczny był to teatr 1 aktora, Włocha, który tak wspaniale opisał historię Polaków we Włoszech. W swoją grę włożył całego siebie i całe swoje serce. Mimo, że nie rozumieliśmy dosłownego przekazu ponieważ był w języku włoskim, to jednak historia o której opowiadał była przystępna. Wszyscy wróciliśmy do hostelu dość zmęczeni dopiero o 22.

Dzień 9 20.04.2013
Zaczął się o godzinie 7, gdy wszyscy zeszli na śniadanie wypoczęci i gotowi do pracy. Zaraz po śniadaniu pojechaliśmy na cmentarz San Lazaro w Bolonii. Naszym zadaniem było jego wysprzątanie przed uroczystościami. Wszyscy podzielili się pracą. Musieliśmy rozstawić zapalony znicz na każdej mogile, wysprzątać miejsce z tablicami upamiętniającymi wydarzenia w czasie 2 wojny światowej. Nikt nie miał oporów do pracy, każdy podszedł do tego bardzo poważnie i dbał, aby wszystko zrobić tak jak należy. Prace skończyliśmy o godzinie 11. Od razu pojechaliśmy do hostelu, żeby przygotować się do mszy, która była zaplanowana na godzinę 13:30. Wszyscy weszliśmy do autokaru już w pełnych umundurowaniach. Po tym wszystkim nadeszła chwila, w której każdy już miał świadomość, że za chwile zobaczy tak ważne osoby dla Polski, Włoch i dla historii. Gdy byliśmy już na miejscu, ustawiliśmy się w dwuszeregu przed kościołem i czekaliśmy na przybycie wszystkich zaproszonych przedstawicieli, kombatantów, kompanie wojska polskiego, orkiestrę. Z każdą minutą było coraz więcej osób. Co chwile poznawaliśmy kogoś nowego. Byłam trochę stremowana, zresztą chyba jak wszyscy, ponieważ były to pierwsze moim życiu uroczystości takiej wagi. Na duchu podniosła nas Naczelniczka ZHP oraz nasi opiekunowie. Najwięcej pozytywnej energii dostarczyli nam chyba kombatanci, którzy uśmiechali się do nas szczerze i bardzo ciepło.
Rozpoczęła się msza. Od razu po niej pojechaliśmy na cmentarz, gdzie musieliśmy jeszcze rozstawić biało-czerwone chorągiewki na każdym grobie. Zdążyliśmy to zrobić zanim na cmentarz dotarła reszta ważnych osobistości . Wszyscy się ustawili staliśmy naprzeciwko kompani Wojska Polskiego. Tam mieliśmy po raz kolejny styczność z kombatantami. Można powiedzieć, że trochę ich poznaliśmy. Są to osoby o wielkim poczuciu humoru i przyjacielskim nastawieniem do każdego. Na samym początku zmoczył nas deszcz, jednak za chwilę wyszło piękne słońce i mogliśmy rozpocząć uroczystości. Przemowy wszystkich były tłumaczone na język włoski i polski. Bardzo zapadło mi w pamięć to, że usłyszeliśmy tam tyle pięknych słów o Polsce i o Polakach . Bardzo wiele osób zapomina w teraźniejszości i tym co było kiedyś, o momentach sławy Polski. Na uroczystościach został odegrany hymn Polski „Mazurek Dąbrowskiego” co pięknie dopełniło całą uroczystość. Po wszystkim każdy z nas miał okazje poproszenia jakiejś osobistości o wpis do kroniki wyprawy. Na mnie przypadła akurat bardzo ważna osoba, Pani Anna Maria Anders córka Generała Andersa. Pani Anders jest bardzo miłą i życzliwą osobą, którą udało nam się chwile porozmawiać.
Był to wspaniały dzień, wracając byliśmy z siebie dumni, że wszystko się nam udało. Po przyjechaniu do ośrodka, wieczorem, gdy emocje opadły, spotkaliśmy się z opiekunami i podsumowaliśmy dzień bardzo pozytywnie.

Dzień 10 21.04.2013
Rano pojechaliśmy zwiedzić Weronę. Przed uroczystościami w Imoli mieliśmy jeszcze trochę czasu, więc udaliśmy się do miasta Romea i Julii. Czekałam na zobaczenie tego miasteczka, bo znałam je z filmów no i oczywiście z szekspirowskiego dramatu. Dostaliśmy tam zadanie dotrzeć samodzielnie do domu Juli oraz do pomnika Dantego autora boskiej komedii. Miasteczko jest pełne życia i rozrywek, jednak nie było tam dużo czasu do zwiedzania ze względu na uroczystości. Wracając, nawet nie wjeżdżaliśmy do hostelu, galowe ubrania mieliśmy przygotowane w autokarze. Udaliśmy się od razu na uroczystości. Odbywały się one w miejscowości Castel San Pietro Terme na moście, przez który przechodziła armia generała Andersa. W tamtym miejscu, podczas tych uroczystości, pan minister Jan Stanisław Ciechanowski publicznie podziękował nam za przybycie, z czego byliśmy bardzo dumni i szczęśliwi, że zostaliśmy zauważeni. Następnie pojechaliśmy pod pomnik w Imoli, pod którym już nasza szkoła oraz harcerze złożyli wieńce oraz znicze 14.04. Tam uroczystości trwały bardzo krótko. Ostatnie uśmiechy, ostatnie zdjęcia z kombatantami. Były to wzruszające chwile zobaczyć uśmiech w oczach osób, które są częścią historii. Ten dzień zakończyliśmy Mszą na cmentarzu 2 Korpusu Polskiego. Byliśmy bardzo szczęśliwi że to już koniec, ulga oraz duma, że wszystko się udało rozpierała nasze serca. Tak pięknie zakończyliśmy pobyt we Włoszech.

Dzień 11 22.04.2013
W nasz ostatni dzień pobytu postanowiliśmy zobaczyć Bolonię. Do centrum dostaliśmy się autobusem miejskim, dalej szliśmy pieszo, poznając piękno tego miasta. Bardzo mi się tam podobało. Było to miasteczko, które sprawiło na mnie wrażenie takiego małego i przytulnego. Bolońskimi ulicami dotarliśmy do słynnego Uniwersytetu Bolońskiego. Jednego z najsłynniejszych w Europie. Sam dziedziniec uniwersytetu zachwyca na ścianach są herby osób które tam studiowały. Na tym uniwersytecie zobaczyliśmy stół, na którym zrobiono 1. sekcje zwłok. Bardzo różnił się od teraźniejszego .
Tuż po tym poszliśmy do Bazyliki San Petronio, której bolończycy nigdy nie skończyli. Z rynku udaliśmy się do autobusu miejskiego, wysiedliśmy na przystanku przy galerii handlowej, gdzie zaopatrzyliśmy się w prowiant na drogę do domu. O 16 wyjechaliśmy z Bolonii i ruszyliśmy w stronę domu.
Ta wycieczka była dla mnie piękną lekcją historii, którą zapamiętam do końca życia.
Wracając, cieszyłam się, że zobaczę się z rodzicami, ale mimo to strasznie szkoda było mi się rozstawać z taką przygodą. Teraz, gdy wspominam dni we Włoszech mam świadomość, że tego nikt mi już nie odbierze, że to, co zobaczyłam, zostanie ze mną już na zawsze.
 
 
                                                                                      Aleksandra Karpeta
 

 

SPRAWOZDANIE

ALEKSANDRY GRABOWSKIEJ

 

 
Dnia 12.04.2013 roku młodzież gimnazjalna oraz harcerze wyjechała na wycieczkę do Włoch. Głównym jej celem było uczestnictwo w uroczystościach związanych z 2 Korpusem Polskim generała Andersa.


O godzinie 10:30 zebraliśmy się na parkingu przed szkołą i czekaliśmy na podjazd autobusu, do którego wcześniej zostały załadowane znicze, które będą zapalone na grobach poległych na ziemiach włoskich. Po zapakowaniu bagaży o godzinie 11 wyjechaliśmy w podróż. Jazda trwała 21 godzin, w tym mieliśmy kilka postoi. W sobotę po przyjeździe, po małym odświeżeniu się, wsiedliśmy na prom i popłynęliśmy do Wenecji. Tam przechadzaliśmy się pięknymi uliczkami i mostami. Następnie zwiedziliśmy katedrę św. Marka oraz plac św. Marka. Mieliśmy chwilę, żeby samemu pozwiedzać Wenecję. Potem zwartą grupą poszliśmy na targ, gdzie można było kupić owoce, warzywa oraz owoce morza. Było to nasze pierwsze zetknięcie z zakupami we Włoszech. Spróbowaliśmy włoskich truskawek i innych przysmaków. Po zakupach przechadzaliśmy się pięknymi, wąskimi uliczkami. Chcieliśmy również zobaczyć kościół Santa Maria Della Salute, ale niestety był zamknięty, więc zobaczyliśmy go od zewnątrz. Następnie musieliśmy sami wrócić na plac św. Marka. To było jedno z naszych zadań. W tym czasie mogliśmy sami zwiedzać oraz kupić sobie pamiątki. Gdy wszyscy się spotkaliśmy, wsiedliśmy na prom i popłynęliśmy w stronę naszego autobusu. Ruszyliśmy do miejscowości Lido di Jesolo, gdzie był pierwszy nasz nocleg za granicą. Po zameldowaniu mogliśmy wyjść i pochodzić po mieście. Większość osób wybrało się na plażę, każdy chciał, choć na moment, zamoczyć nogi w morzu (Adriatyku).
Po zimnej przechadzce po plaży, niektórzy poszli spróbować włoskiej pizzy. Weseli wróciliśmy do hotelu by odpocząć przed kolejną jazdą.

Nazajutrz spakowaliśmy walizki i wyruszyliśmy do miejscowości Imola. Tam w pobliskiej szkole zostawiliśmy znicze, które jechały z nami. W tym mieście jest również pomnik upamiętniający wyzwolenie przez Polaków tej miejscowości.
Podczas składania zniczy przy pomniku.
Akurat tego dnia wypadała rocznica, więc zapaliliśmy znicze pod pomnikiem. Po minucie ciszy wsiedliśmy do autokaru i ruszyliśmy do San Marino. Po wjechaniu na górę, mieliśmy kolejne zadanie. Musieliśmy wejść na zamek i zrobić sobie zdjęcie z armatami. Dostaliśmy na to dużo czasu, więc mogliśmy sobie jeszcze pochodzić po innych miejscach. Gdy wszyscy już się zebraliśmy pod autobusem, pojechaliśmy na cmentarz polski w Ankonie. Gimnazjaliści przebrali się w togi i birety, a harcerze w mundury i rogatywki. Dwójkami poszliśmy w stronę białych krzyży i tam ksiądz, który z nami przyjechał odprawił dla nas mszę.


Następnie poszliśmy na rynek miasta, a później do kościoła Santa Maria Della Piazza. Po modlitwie wyruszyliśmy na nocleg do sióstr zakonnych.
Po śniadaniu zapakowaliśmy się i pojechaliśmy w stronę Asyżu miasta świętego Franciszka. Jadąc widzieliśmy przepiękne widoki. Pierwszym zabytkiem, który zwiedziliśmy była bazylika św. Klary.

Po obejrzeniu mieliśmy czas na to by samemu pozwiedzać miasto i wejść do pobliskich kościołów. Mieliśmy się spotkać pod bazyliką św. Franciszka.

W podziemiach zobaczyliśmy suknie św. Klary. Widzieliśmy również ogród różany, w którym znajdują się róże, które nie mają kolców. Później zwiedzaliśmy kościoły. W jednym zobaczyliśmy domy kapłanów jak mieszkali, w innym natomiast relikwie św. Franciszka oraz prawdopodobne miejsce jego śmierci. W jednym widzieliśmy karcer, gdzie ojciec św. Franciszka zamknął go oraz drzwi od domu rodziny św. Franciszka. W godzinach popołudniowych pojechaliśmy na camping na obrzeżach Rzymu, gdzie mieszkaliśmy przez następne 4 noce.
Następny dzień zaczęliśmy od przejścia na pociąg, którym dojechaliśmy do Rzymu. Od razy, gdy wyszliśmy ze stacji ujrzeliśmy kopułę bazyliki św. Piotra. Pierwsza atrakcją było Muzea Watykańskie. W nim zobaczyliśmy gipsową kopie Piety, obrazy związane z życiem świętych i nie tylko, można było zobaczyć również słynny obraz Jana Matejki ‘Bitwa pod Wiedniem’. Zobaczyliśmy również wszystkie papa mobile, którymi jeździli papieże. Widzieliśmy też przeróżne rzeźby. Największe wrażenie wywarło na naszą grupę Kaplica Sykstyńska. Wszystkie freski, o których słyszeliśmy tylko na lekcjach, wyglądały tak cudownie. To było duże doświadczenie artystyczne. Następnie poszliśmy do bazyliki św. Piotra. W środku za szybą zobaczyliśmy oryginalną rzeźbę Piety stworzoną przez Michała Anioła. Po zwiedzeniu wyszliśmy na plac św. Piotra. Tam zobaczyliśmy miejsce, w którym został postrzelony polski papież Jan Paweł II. Po tym mieliśmy trochę czasu na kupienie pamiątek. Z placu poszliśmy do Zamku św. Anioła. Tam byłą wystawa obrazów. Po obejrzeniu weszliśmy wyżej, a z góry mogliśmy zobaczyć piękną panoramę Rzymu. Po zachwyceniu się widokami poszliśmy dalej. Następnym naszym przystankiem na turystycznym szlaku był Plac Piazza Navona, gdzie spędziliśmy trochę czasu. Później poszliśmy na plac młodzieży – Campo di Fiori, który był trochę zanieczyszczony, ponieważ odbywał się tam targ. Po takim zwiedzaniu pojechaliśmy na nocleg.
W środę mieliśmy bardzo ściśle zaplanowany dzień. Wstaliśmy rano i po śniadaniu pojechaliśmy od razu na plac św. Piotra na audiencje generalną u papieża Franciszka. Gdy zajęliśmy miejsce na placu, czekaliśmy w togach i mundurach na przejazd ojca świętego. To było bardzo duże wydarzenie na tej wycieczce. Po modlitwie i błogosławieństwie mieliśmy czas na to, by chwilkę odpocząć, przebrać się, coś zjeść i napełnić butelki wodą. Gdy wszyscy się zebraliśmy, poszliśmy na dalsze zwiedzanie miasta. Zobaczyliśmy kościół św. Andrzeja i zmierzaliśmy w kierunku pomnika Marka Antoniusza.

Podchodzi się do niego po schodach zaprojektowanych przez Michała Anioła. Przy tym pomniku znajduję się urząd stanu cywilnego, gdzie kiedyś znajdowało się kasyno oficerskie wojsk Dąbrowskiego. Obok tego znajduję się również Muzeum Kapitolińskie, w którym są przechowywane oryginały takich rzeźb jak: „Chłopiec z drzazgą” czy „Wilczyca”. Później zobaczyliśmy z góry Forum Romanum.

Poszliśmy do świątyni Junony, a później do kościoła pod wezwaniem Niebiańskiego Ołtarza. Dalej widzieliśmy legendarne Wzgórze Gęsi. Później poszliśmy pod Instytut Gregoriański. Przechadzając się ulicami Rzymu, doszliśmy do sklepu rodziny Gammarelli, którzy szyją dla samego papieża oraz innych biskupów. Następnie zwiedzaliśmy Panteon, który też zachwycił nas swoją wielkością. Po obejrzeniu poszliśmy na długo oczekiwane włoskie lody przy fontannie Di Trevi. Po lekkim ochłodzeniu, poszliśmy na plac Matki Bożej Niepokalanego Poczęcia. Późnej przeszliśmy na Plac Hiszpański. Znany choćby z tego, że tam przechadzali się polscy pisarze tacy jak Juliusz Słowacki czy Adam Mickiewicz.

Mogliśmy sobie odpocząć na Schodach Hiszpańskich i nalać wody w butelki. Następnym placem, jaki zwiedziliśmy był plac Piazza Del Popolo. Po długim spacerze wróciliśmy do naszych domków i mogliśmy w spokoju odpocząć.
Dnia 18 kwietnia naszym pierwszym zabytkiem do zwiedzania była bazylika św. Pawła, w której mieszczą się portrety papieży. Wiąże się z nią również legenda mówiąca o tym, że kiedy zabraknie miejsca na obrazy, będzie koniec świata. Poszliśmy do kościoła św. Aleksego, a później nawiedziliśmy bazylikę św. Sabiny. Obok tej bazyliki znajduję się gaj pomarańczowy, w którym rosną drzewa pomarańczowe. Jest tam również piękny taras, z którego jest widok na Rzym. Później zwiedziliśmy bazylikę Santa Maria in Cosmedin, przy której mieszczą się Usta Prawdy. Następnie poszliśmy do bazyliki św. Jana na Lateranie, gdzie znajdują się Święte Drzwi, które są otwierane tylko z okazji rozpoczęcia Roku Jubileuszowego. Kolejnym znanym zabytkiem było Koloseum i Łuk Triumfalny.

Wyglądało to pięknie. Czuliśmy się tacy mali przy tak wielkich budowlach. Zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcia. Potem miejskim autobusem pojechaliśmy do kościoła Quo Vadis Domine, w którym znajduję się popiersie polskiego pisarza Henryka Sienkiewicza. Są tam również odciśnięte stopy św. Piotra, kiedy uciekał z Rzymu i spotkał Jezusa, który kazał mu zawracać. Potem poszliśmy na plac Jana Pawła II, dalej do bramy św. Sebastiana. Ostatnią nasza bazyliką zwiedzoną w Rzymie była bazylika Matki Boskiej Śnieżnej. Po której ze smutkiem pożegnaliśmy Rzym, a żeby to uczcić zjedliśmy lody.
W piątek wyruszyliśmy w dalsza podróż po Włoszech. To w tym dniu zaczynała się nasza praca na rzecz uroczystości dotyczących armii generała Władysława Andersa. Z camping pojechaliśmy do Bolonii. Dotarliśmy do niej w godzinach popołudniowych. Po małym odświeżeniu pojechaliśmy na przedstawienie do Imoli. Pierwszą cześć zorganizowali uczniowie włoskiej szkoły. Tematem był niedźwiedź Wojtek, który wędrował z 2 Korpusem generała Andersa. Druga część została odegrana przez pewnego Włocha, który opowiadał o wkroczeniu Polaków na ziemie włoskie. Byliśmy zaskoczeni talentem aktorskim artysty ale również tym, ze człowiek który nie miał nic wspólnego z Polską, tak pięknie opowiadał o Polakach. W drodze powrotnej wstąpiliśmy do pobliskiej szkoły, w której kilka dni wcześniej zostawiliśmy znicze. Zapakowaliśmy je do autobusu i pojechaliśmy zobaczyć cmentarz żołnierzy polskich, na którym mieliśmy pracować następnego dnia. Po obejrzeniu pojechaliśmy, żeby odpocząć przed kolejnym dniem.
Rano zebraliśmy się pod autokarem i wyjechaliśmy na miejsce pochówku naszych rodaków. Tam wypakowaliśmy wszystkie znicze, wzięliśmy szczotki, szmatki i zaczęliśmy prace. Podzieliliśmy się na grupy, jedni zamiatali, drudzy wycierali tablice, trzeci rozpalali znicze i reszta roznosiła je po wszystkich grobach.


Wszyscy byli bardzo zaangażowani swoją pracą. Nikt nie marudził, tylko pracował jak tylko mógł. Od teraz byliśmy bardzo zwartą grupą. Naszej pracy przyglądał się sam pan konsul. Po udanych obowiązkach pojechaliśmy do hostelu, by przebrać się w białe koszule, togi czy mundury. Następnie pojechaliśmy do kościoła na mszę. Przed kościołem czekaliśmy na przyjazd kombatantów z Polski. Gdy wszyscy się zebrali, razem z Wojskiem Polskim weszliśmy do kościoła. Po mszy pojechaliśmy na cmentarz na dalszą część uroczystości. Przed rozpoczęciem, na grobach umieściliśmy flagi biało – czerwone. Ustawiliśmy się i czekaliśmy na główne przemówienie. Niestety przez deszcze zostało to trochę opóźnione. Odsłuchaliśmy hymn polski i włoski w wykonaniu orkiestry Wojska Polskiego. Na uroczystościach, oprócz kombatantów, była obecna córka generała Andersa Anna Maria Anders Costa oraz minister Jan Ciechanowski.

Było dużo ważnych osobistości zarówno z Polski jak i z Włoch. Wszyscy godnie wsłuchiwali się w przemówienia. Zostały również złożone wieńce od prezydenta Polski, ale również od konsulatu, nawet została złożona wiązanka kwiatów z naszej szkoły, ale też polskiej szkoły w Bolonii. Większość osób w tym dniu wzruszyła się, patrząc na te groby czy na tych Polaków, którzy żyją do tej pory, a którzy przeżyli te trudne chwilę. Wybrane osoby z naszego kręgu podchodziły do osób, by wpisali się do naszej kroniki wyprawy, rozmawiały z nimi, zbierały informacje. Nie zabrakło podpisu pani Anders. Byliśmy bardzo szczęśliwi z tego powodu. Z uśmiechami na twarzach pojechaliśmy do naszego miejsca zakwaterowania, by odpocząć po uczciwej pracy.
W niedziele wyruszylismy na zwiedzanie kolejnego miasta, czyli Werony. Miasta Romeo i Julii. Gdy tam dojechaliśmy i doszliśmy na rynek, mieliśmy kolejne zadania do wykonania. Musieliśmy zrobić sobie zdjęcie pod balkonem Julii, na placu Erbe i pod pomnikiem sławnego poety Dantego. Zwiedziliśmy również Starówkę.

Po wykonaniu zadań spotkaliśmy się na rynku i wolnym krokiem poszliśmy w stronę parkingu autobusowego. W końcu tego dnia były jeszcze uroczystości związane z armią generała Andersa. Tym razem przy moście przez który przechodziło wojsko. Został odegrany hymn polski i włoski przez włoską orkiestrę. Były podziękowania od ministra Jana Ciechanowskiego nie tylko dla kombatantów, ale również dla harcerzy i naszej młodzieży gimnazjalnej, której szkoła nosi imię księdza Zdzisława Peszkowskiego, który znał generała. Gdy usłyszeliśmy, kiedy dziękowano nam, czuliśmy się ważni. Gdy zostały złożone wieńce, pojechaliśmy do pobliskiej Imoli, gdzie kilka dni temu zapaliliśmy znicze. Tam również został odegrany hymn przez Włochów. Na uroczystościach spotkaliśmy aktorów, którzy dwa dni temu grali przedstawienie o niedźwiedziu Wojtku. Po wszystkich uroczystościach pojechaliśmy w naszych strojach wyjściowych na cmentarz, na którym dzień wcześniej pracowaliśmy. Tam ksiądz Wojtek odprawił nam prywatną mszę. Pod koniec mszy była niespodzianka. Te Cztery druhny złożyły przyrzeczenie harcerskie. To wszystko było takie uroczyste. Po błogosławieństwie ostatni raz popatrzeliśmy na te groby, zapalone znicze i flagi. Łzy same napływały do oczu. Zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie i poszliśmy do autobusu.
Poniedziałek to ostatni dzień naszego pobytu we Włoszech. Ostatni miastem, które zwiedzaliśmy była Bolonia. Pojechaliśmy miejskim autobusem do centrum Bolonii. Tam poszliśmy na Uniwersytet Boloński. W nim odwiedziliśmy sale, gdzie została zrobiona pierwsza sekcja zwłok wykonana przez Leonardo da Vinci. Następnie poszliśmy na rynek pod fontannę Neptuna. Później poszliśmy do bazyliki San Petronio. Już sami poszliśmy do ratusza, gdzie wchodziliśmy schodami konnymi. Przy rynku była pamiątkowe tablice, a przy nich wiązanki polskie. Więc zrobiliśmy sobie pod nimi zdjęcie i pojechaliśmy autobusem do sklepu, by kupić prowiant na drogę powrotną do domu. Gdy wróciliśmy, była chwila na odpoczynek i pożegnanie się z Włochami. Z radością, ale też i z żalem wsiedliśmy do autobusu i pojechaliśmy w stronę domu. O godzinie 10:30 następnego dnia byliśmy już na tym samym parkingu, z którego wyjeżdżaliśmy. Na nim czekali już na nas rodzice.
Wycieczkę oceniam bardzo pozytywnie. Nie miałam pojęcia, że może być tak wspaniale. Możemy godnie nazwać się reprezentantami Polski. Marzę o tym, aby powrócić do Włoch i pamiętać o historii wydarzeń, które się tam wydarzyły.

                                                                         Aleksandra Grabowska kl. IID
 

 
 
SPRAWOZDANIE

DAMIANA KASZTANKIEWICZA

 


Pewnego dnia druh Tomasz Fliszkiewicz powiedział nam, że jest organizowana wyprawa do Włoch dla uczniów gimnazjum oraz harcerzy im. Prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego w Belsku Dużym. Po uzgodnieniu tego z rodzicami postanowiłem na nią pojechać. Kilka dni przed odjazdem spotkaliśmy się wszyscy, aby skonsultować się między sobą co zabrać. Dnia 12 kwietnia zebraliśmy się na parkingu aby odjechać, lecz pozostało jeszcze załadować znicze do auto- karu. Po załadowaniu bagaży do środka wyruszyliśmy do Włoch autokarem Chorągwi Wielkopolskiej ZHP. Po drodze mieliśmy kilka postoje, gdyż jechaliśmy oko- ło 21 godzin. Jeden z postoi był na granicy Austrii i Czech, gdzie znajduje się zamek. Pierwszy nocleg był w autokarze. Gdy dojechaliśmy na miejsce, popłynęliśmy promem do Wenecji. Tam zobaczyłem wiele ciekawych rzeczy takich jak: Most Rialto, Most Westchnień, Bazylikę św. Marka, którą zwiedziłem oraz wiele innych wspaniałych miejsc. Udaliśmy się także na targ owocowo-warzywno-rybny, na którym prawie każdy kupił sobie pyszne truskawki. Następnie udaliśmy udać się do Bazyliki Santa Maria. Właśnie tam dostaliśmy trochę czasu wolnego, aby pozwiedzać oraz wrócić na prom. Odpłynęliśmy wtedy z powrotem do portu. Następnie ruszyliśmy autokarem do naszego noclegu w hotelu w Lido. Po przyjeździe był dla nas czas wolny na włóczenie się po mieście, pójście na plażę itp. I tak minął nam pierwszy dzień zwiedzania. Kolejnego dnia po zjedzeniu śniadania w hotelu odjechaliśmy wypakować znicze. Następnie udaliśmy się na pomnik w Imoli, gdzie spoczywali wyzwoleńczy miasta II korpusu gen. Andersa. Jadąc autokarem dalej dowiedzieliśmy się dużo rzeczy, gdyż opowiedział nam o tym ksiądz Wojciech. Po przyjeździe na miejsce każdy z nas dostał zadanie, aby znaleźć starodawne armaty na zamkach. Obejrzałem wtedy trzy te wspaniałe budowle, lecz armat nie znala- złem. Następnie wybraliśmy się na lody. Po zwiedzeniu tego przecudownego miasta, wyruszyliśmy na cmentarz w Loreto, gdzie nasz ksiądz poprowadził mszę. Uczniowie gimnazjum założyli tego, a harcerze ubrali się w mundury. Po uroczystości złożyliśmy znicze i ruszyliśmy do naszego noclegu u sióstr. W poniedziałek dzień rozpoczął się od zjedzenia śniadania kontynentalnego. Po kolejnym zapakowaniu bagaży do autokaru i kierowca ruszył do Asyżu. Jak każdego dnia rano, po drodze odmówiliśmy modlitwę. Druh zarządził, aby wszyscy udali się do bazyliki św. Klary, a następnie do bazyliki św. Franciszka. Obejrzeliśmy także kilka innych kościołów. Na nocleg udaliśmy się do Bracciano do domków. Nocowaliśmy tam 4 noce. We wtorek rano od razu ruszyliśmy do Muzeum Watykańskiego. Spotkaliśmy tam zabytkowy obraz pt. „Sobieski pod Wiedniem” namalowany przez Jana Matejkę oraz zobaczyłem na własne oczy samochody papieskie (nawet sprzed kilkudziesięciu lat). Tuż po obejrzeniu wystawy, zwiedziliśmy Kaplicę Sykstyńską, w której znajduje się bardzo piękne sklepienie. Każdy z nas dostał trochę czasu wolnego, aby samemu pozwiedzać te przecudowne eksponaty. Naszym kolejnym obiektem do zwiedzenia był Zamek Anioła, z którego widać było przepiękną panoramę Rzymu. W zamku znajdował się grobowiec rzymskiego cesarza Hadriana. Udając się w drogę powrotną, przechodziliśmy przez Plac Kwiatów. Następnego dnia udaliśmy się na audiencję papieską. Było tam bardzo dużo ludzi z wielu państw. Samo czekanie na wejście na plac św. Piotra zajęło nam kilka godzin, lecz warto było czekać. Po spotkaniu rozpoczęło się zwiedzanie Starego Rzymu. Widzieliśmy dużo budynków tj.: Muzeum Kapitolińskie, Pomnik Marka Aureliusza, Panteon. Przechodziliśmy także przez Schody Michała Anioła oraz słynne Schody Hiszpańskie. W czwartek ostatni dzień odwiedziliśmy Rzym. Zwiedzaliśmy po kolei Bazyliki: św. Pawła, św. Aleksego, św. Sabiny oraz Matki Boskiej Śnieżnej, o których mieli przygotować informacje uczestnicy wyprawy. Następnie druh zadecydował, że musimy iść na Awnetyn. Po zrobieniu tam zdjęć, na tle panoramy Rzymu, wyruszyliśmy zobaczyć oczekiwane przez wszystkich Koloseum Rzymskie. Tak skończył się nasz ostatni dzień w Rzymie. Po powrocie do domków spakowaliśmy się i wszyscy poszli spać. W piątek najwięcej czasu zajął nam przejazd do Bolonii. Tego dnia był zaplanowany także występ o niedźwiedziu Wojtku w Imoli. Był naprawdę bardzo ciekawy wizualnie, lecz szkoda, że mówione było w ich ojczystym języku. Poznałem wtedy kilku mieszkańców Włoch. Po zakończeniu przedstawienia udaliśmy się do naszego nowego noclegu w hostelu w Bolonii. Rankiem, udaliśmy się na cmentarz San Lazaro w Bolonii, aby zapalic znicze oraz dokonać niezbędnych przygotowań do uroczystości. Wszyscy pracowali bardzo dobrze, nikt się nie lenił. Uwinęliśmy się tak szybko, że zdążyliśmy jeszcze wrócić do hostelu, aby się przygotować do nadchodzących uroczystości obchodów wyzwolenia miast przez II korpus gen. A . Około godziny 13:30 pojechaliśmy do kościoła. Pod koniec Mszy Świętej harcerze wrócili z powrotem na cmentarz, aby rozstawić małe flagi Polski na każdym grobie. Gdy przyjechali żołnierze, miała rozpocząć się uroczystość, lecz rozpadał się deszcz i wszystko się troszeczkę przedłużyło, lecz po kilkunastu minutach wszystko wróciło do normy i się rozpoczęło. Wiele osób przemawiało, m.in.: Jan Stanisław Ciechanowski. Poznaliśmy także kombatantów, z którymi po zakończeniu uroczystości rozmawialiśmy. Trwało to około 75 minut, po czym ruszyliśmy w drogę do naszego hostelu. Tak się zakończył pierwszy dzień uroczystości. W niedziele rano pojechaliśmy do Werony. Widziałem tam pomnik Dantego, który znajdował się na placu Erbe. Druh zaprowadził nas do domu Julii z powieści „Romeo i Julia”. O godzinie 15.00 pojechaliśmy na uroczystość złożenia kwiatów na grobie przy moście Santa Sofia. Przemówienia i składanie kwiatów nie trwały długo, lecz dostaliśmy podziękowania od pana Ciechanowskiego. Było tam bardzo dużo ludzi Tego dnia wieczorem uczestnicy naszej wyprawy wzięli udział w mszy świętej prowadzonej przez księdza Wojciecha, po której nastąpiło przyrzeczenie harcerskie. Późnym wieczorem wróciliśmy do noclegowiska, aby się spakować i położyć spać. Ostatniego dnia wycieczki zwiedzaliśmy Bolonię.
 
 
                                                                                                                             Damian Kasztankiewicz
 
 
 
 
 
 
 

 

Strona tytułowa