Non dobbiamo loro dimenticare
Nie wolno nam o nich zapomnieć
PEŁNA RELACJA
Z WYPRAWY DO WŁOCH
13 - 22 maja 2016

 

13 maja

Jedziemy do Włoch. Zbiórka przed szkołą o 12.00 , wyjazd o 13.00. Tak miało być ale,… życie lubi niespodzianki. Autokar przyjechał  z opóźnieniem, potem pakowanie zbyt dużej ilości  bagaży w zbyt małych lukach  autokaru , a do tego ulewa przez wielkie „U”. Super. Przecież dziś jest  piątek 13-tego. Ale my się nie poddajemy, w końcu słoneczna Italia wzywa.  Wreszcie o 15.00 ruszamy. Podróż mija spokojnie, ale po drodze pada. A nawet leje. Lecz my się nie tracimy dobrego humoru. Będzie dobrze.

14 maja

 Dojeżdżamy do Castel Guelfo około 10.00. Tu zaczyna się nasza przygoda i spotkanie z historią. Zatrzymujemy się na chwilę u pani Tersesiny – synowej kobiety, która przekazała żołnierzom Gen. Andersa, wiadomość, że Niemcy chcą wysadzić pobliski most. Dzięki temu Polacy przystąpili do akcji i most pozostał nietknięty. Pani Teresina pokazała nam zdjęcia swojej teściowej, z wielką pasją opowiadała nam o swoim życiu. I chwila, którą mieliśmy spędzić z tą Panią zamieniła się w kilkadziesiąt minut. Zwłaszcza, że pani Teresina przygotowała dla nas słodki poczęstunek. Czuliśmy się jak u kochanej Babci. Było wzruszająco, ciepło, serdecznie. 

Mieliśmy wrażenie, że to spotkanie z najlepszym przyjacielem, a nie z osobą, której 5 minut wcześniej nie znaliśmy. W tym spotkaniu uczestniczyła z nami p. Dorota- Polka mieszkając a we Włoszech prowadząca szkołę języka angielskiego , i przyjaciółki pani Teresiny. Wreszcie ruszamy na pieszo (ok. 2 km) do miasteczka, bo tam czeka na nas młodzież w szkole wraz z nauczycielami i lokalnymi władzami. Pełni radości, pozytywnych emocji ruszamy.

Po 40-minutowym marszu dotarliśmy do szkoły i zaczęło się…..

Do Castel Guelfo zaprosiła nas wspomniana wyżej pani Dorota, to dzięki niej mieliśmy nawiązać współpracę z tamtejszą szkołą im. Jana Pawła II

Na sali gimnastycznej czekała na nas młodzież (12-14 lat), nauczyciele, zastępca dyrektora szkoły i władze miasta. Najpierw Włosi zaśpiewali swój hymn, a później my zaśpiewaliśmy nasz polski hymn. W tamtym momencie każdy dał z siebie wszystko, żeby podkreślić jak dumnym jest , że jest Polakiem. Po oficjalnym przywitaniu , po wyrażeniu chęci nawiązania współpracy miedzy szkołami , młodzież włoska zaprezentowała krótki program muzyczny dla nas. Otrzymaliśmy plakaty wykonane przez uczniów oraz deklarację współpracy między naszymi narodami. Włosi prosili o przekazanie tej deklaracji panu Prezydentowi  na Monte Cassino, jeśli to będzie możliwe.

Następnie my krótko opowiedzieliśmy o sobie, przekazaliśmy jabłka i soki z naszych sadów, ciasteczka upieczone przez Blankę Jendrzejczak (II d) oraz drobne upominki i broszury o naszym gimnazjum i gminie. Na zakończenie zwiedziliśmy szkołę. To był dobry czas na nawiązanie znajomości. Było przesympatycznie, czuło się ducha przyjaźni i radości z bycia razem. Dużo pozytywnej energii, ciepła , zrozumienia. I wcale nie przeszkadzało, że niekoniecznie mówiliśmy, czy rozumieliśmy język angielski….



Około 13.00 poszliśmy na pieszo na obiad do miejscowego księdza proboszcza. Po drodze wstąpiliśmy na plac,  gdzie znajdowała się wystawa prezentująca życie Jana Pawła II. Była też flaga polska , o której  z wielkim przejęciem Marco - jeden z uczniów , opowiadał skąd wzięła się w ich miasteczku. Otóż  będąc na beatyfikacji  Jana Pawła II w Rzymie, uczniowie z Castel Guelfo spotkali Polaków, z którymi wymienili się flagami.

 A potem myśl, żeby nawiązać współpracę z polską szkołą….. i pojawiliśmy się my. Gimnazjaliści z Belska.

Dotarliśmy na stołówkę do księdza  Don Massimo. Siadamy. „Mieszamy” uczniów, żeby zachęcić  ich do rozmów. Najpierw niechętnie, trochę wstydząc się, nieśmiało zerkają na siebie. Ale już przy pysznym włoskim makaronie słychać gwar rozmów, śmiechy. Kiedy się najedliśmy , chłopcy poszli grać w piłkę nożną, a dziewczęta dzielnie im kibicowały.

To był wspaniały czas. Nowe znajomości, kontakty, odpoczynek .  Czas z przyjaciółmi. Na zakończenie wizyty w Castel Guelfo  poszliśmy do lokalnego  radia IMMAGINARIA prowadzonego przez naszych nowych przyjaciół Włochów. Zanim zwiedziliśmy rozgłośnię, dowiedzieliśmy się, że jest to pierwsze i jedyne młodzieżowe radio internetowe we Włoszech, które ma swoich słuchaczy  i korespondentów w wielu krajach Europy ; kto wie, może i my dołączymy do współpracowników Immaginarii?

To był ostatni punkt naszej wizyty w Castel Guelfo. Wsiadamy do włoskiego autokaru i wraz z panią Dorotą jedziemy do Bolonii, zatrzymując się w miasteczku IMOLA. Tam robimy pamiątkowe zdjęcia  przy pomniku upamiętniającym wyzwolenie Imoli przez 2. Korpus Gen Andersa , oraz przy  pomniku „Wojtka” niedźwiadka, który został żołnierzem i wędrował z żołnierzami Andersa. 

Dojeżdżamy do Bolonii. Zwiedzamy kościół, plac, pomnik Neptuna, uniwersytet Boloński.  

 

Późnym wieczorem dojeżdżamy do hotelu. Czas wyjmować bagaże , a tu…… pada. A nawet jest burza. Czekamy , lecz niestety to prawdziwe oberwanie chmury. W końcu podejmujemy desperackie zadanie i  nie zważając na padające strugi wody „wprowadzamy się” na nocleg

15 maja

Mimo, że dziś niedziela, wstajemy o 7.00,  pakujemy się szybko, jemy śniadanie i wyjeżdżamy . Jeszcze w Bolonii zatrzymujemy się na największym cmentarzu polskim we Włoszech .

Jedziemy do Rzymu. Droga mija nam szybko, nie tracimy dobrego humoru, podziwiamy piękne włoskie krajobrazy. Nie ma czasu na spanie, żeby nie przegapić kolejnego widoku zapierającego dech w piersiach… ale im bliżej Rzymu, tym mniej widać. Dlaczego? Bo pada. Choć właściwiej byłoby powiedzieć, że  leje. Jednak, gdy dojeżdżamy do campingu wita nas słońce. Po zakwaterowaniu ruszamy na pociąg i jedziemy „zdobywać” Rzym.

Podziwiamy panoramę Wiecznego Miasta, idziemy  ulicą Adama Mickiewicza, oglądamy wystawy sklepowe na najdroższej ulicy w Rzymie, pijemy wspaniałą  kawę w Caffe Greco,  jemy pyszne lody przy fontannie Di Trevi,  Forum Romanum. Te ostatnie miejsca zwiedzamy w deszczu. Cały Rzym jest nasz. Puste ulice, żadnych turystów…  i rwące potoki na ulicach.




16 maja

Po śniadaniu ruszamy ponownie na „podbój” Rzymu. Zaczynamy od Watykanu; plac Świętego Piotra, Bazylika. Jesteśmy przy grobie św. Jana Pawła II.

Nawiedzamy kolejne Bazyliki Rzymskie.  Każda z nich jest wyjątkowa, budzi zachwyt wielkością i wystrojem.

Na zakończenie spaceru udajemy się do Koloseum. Tu zwiedzamy indywidualnie.

Zmęczeni, ale przepełnieni wrażeniami z Wiecznego Miasta, które dziś pieściło nas promieniami słońca,  wracamy na camping.

17 maja

Po śniadaniu wymeldowujemy się i  jedziemy do Cassino. W miasteczku robimy zakupy spożywcze, bo przez dwa dni będziemy na górze Monte Cassino, tuż przy klasztorze Benedyktynów.

 Kiedy dotarliśmy do Cassino, klasztor był w chmurach, lecz stopniowo odsłaniał się przed nami. Niezapomniany widok. Ale to, co najlepsze było jeszcze przed nami – wjazd na górę wąskimi, krętymi uliczkami. Uczucie strachu przegrywało jednak z naszym ciągłym „wow”, gdy przyklejeni  nosami do szyb podziwialiśmy piękną panoramę zostającego w dole miasteczka Cassino. Dotarliśmy do harcerskiej bazy noclegowej tuż przy Klasztorze. I znów przydział łóżek, pokoi; podział obowiązków. Tu czeka nas wszystkich ciężka praca. Bo to przecież my, harcerze i  gimnazjaliści jesteśmy odpowiedzialni za przygotowanie jutrzejszej uroczystości. Wszyscy uwijają się jak najlepiej potrafią. Nie ma „obijania", mówienia „dlaczego ja?” czy ociągania się. Grupa dziewcząt przygotowuje obiad. Po zjedzeniu wszyscy idą pracować , bo jeszcze o 19.00 jest spotkanie z Ministrem Obrony Narodowej Panem Antonim Macierewiczem. I znowu deszcz. Więc cały wieczór suszymy mundury, trwają ostatnie ustalenia.





18 maja

Dziś najważniejszy dzień całego wyjazdu -  uroczystości na Cmentarzu  Wojennym związane z  72. Rocznicą bitwy pod Monte Cassino. Od 5.00 jesteśmy na nogach . Docieramy na cmentarz. Każdy ma swoją funkcję, przydzielone zadanie. Pojawiają się Kombatanci , władze , poczty sztandarowe, wojsko polskie i wreszcie Para Prezydencka.  Uczestniczymy w wielkich  uroczystościach. Jesteśmy dumni, że możemy cieszyć się wolnością dzięki tak wielkiemu poświęceniu naszych Polskich żołnierzy. Mimo zaangażowania w przydzielone nam zadania, całymi sobą chłoniemy „Bogurodzicę” śpiewaną przez Wojsko Polskie, słowa kazania, przemówienie pana Prezydenta Andrzeja Dudy, Pani Anny Marii Anders – córki Generała Andersa, przedstawicieli władz włoskich. Odgłosy salwy honorowej, „Boże coś Polskę” , czy pieśń „Czerwone maki na Monte Cassino” przyprawiają o gęsią skórkę i łzy w oczach niejednego uczestnika tego wielkiego wydarzenia.

 Kiedy uroczystości dobiegły końca, udaje nam się spotkać z Parą Prezydencką. Mamy czas aby przekazać książki i deklarację przygotowaną przez młodzież włoską, poprosić o napisanie kilku słów dla społeczności gimnazjalnej i harcerzy. Rozmawiamy. Jest bardzo sympatycznie. Jeszcze tylko pamiątkowe zdjęcie. Ta chwila na długo pozostanie w naszej pamięci. Wracamy na plac, składamy wieniec,  podchodzimy do pani Anders. Udaje nam się porozmawiać i poprosić o pamiątkowy wpis i zdjęcie.  Rozmawiamy  z Kombatantami- najważniejszymi Bohaterami dzisiejszego dnia. Jeden z nich mówi o Blance Jendrzejczak : „A to, Ty jesteś tą harcereczką, która wszystkim robiła zdjęcia; taka pchełka” .  Każda minuta spędzona tu, na placu przy cmentarzu wojskowym jest  niesamowita, niezapomniana i ważna. To jedyne w swoim rodzaju spotkanie z historią. Spotkanie z Polskim Patriotyzmem przez wielkie „P” na włoskiej ziemi.



 





 

 

 Kiedy plac pustoszeje bierzemy się do pracy – trzeba wszystko uprzątnąć. Zmęczeni wracamy do bazy. Tu dziewczęta przygotowują obiad, jest czas na zasłużony odpoczynek. Jednak, czeka na nas niespodzianka. Jedziemy do…. Pompejów. Z okien autokaru widzimy Neapol, wulkan Wezuwiusz.

 Wchodzimy na teren Pompejów - miasta zniszczonego w czasach cesarstwa rzymskiego przez erupcję Wezuwiusza w dniu 24 sierpnia 1979 roku. Jak można przeczytać w przewodniku: „ Popiół wulkaniczny, który zasypał Pompeje, utrwalił budowle, przedmioty oraz niektóre ciała ludzi i zwierząt, co współcześnie umożliwia obejrzenie wyglądu starożytnego rzymskiego miasta średniej wielkości i jego mieszkańców. Ruiny Pompejów położone są ok. 20 km na południowy wschód od Neapolu. Dwa inne miasta, które zniszczyła erupcja Wezuwiusza w 79 roku to Herkulanum i Stabie.”

Świadomość, że jesteśmy w takim miejscu sprawia, że podziwiamy i chłoniemy każdą budowlę, ulicę, mozaikę wszystkimi zmysłami. Spacerujemy w  zadumie nad  kruchością życia , ale i z wielkim podziwem dla  budowniczych tamtych jakże odległych czasów. Późnym wieczorem docieramy do bazy. Jeszcze wspólnie przygotowana kolacja i czas na odpoczynek. Harcerze w mundurach  wychodzą na cmentarz , aby tam złożyć przyrzeczenie harcerskie.

19 maja

Wstajemy wcześnie, jemy wspólne śniadanie i zaczynamy pakowanie. Udajemy się jeszcze do klasztorużeby zwiedzić kościół.

Wyjeżdżamy. Jedziemy do Cavallino - miejscowości wypoczynkowej nad Morzem Adriatyckim, zatrzymując się w Asyżu.

 

Zaczynamy zwiedzanie od  Bazyliki Św. Klary. Zmierzamy w kierunku Bazyliki Św. Franciszka   idąc uliczkami miasta, które jest bardzo klimatyczne, jedyne w swoim rodzaju. Po drodze mijamy miejsca związane z życiem Świętego. Wreszcie naszym oczom ukazuje się zapierająca dech w piersiach  panorama z Bazyliką  Św. Franciszka. Zwiedzamy kościół górny z przepięknymi średniowiecznymi  freskami  Giotta, kościół dolny; schodzimy do  Kaplicy Grobu Św. Franciszka na cichą modlitwę. Możemy zobaczyć relikwie  Świętego - szaty, przedmioty życia codziennego. Po tak wielkiej uczcie duchowej ruszamy dalej w drogę zatrzymując się jeszcze na przepyszną pizzę. Do campingu  w Cavallino docieramy około 23.00; szybko załatwiamy formalności, aby jak najszybciej przydzielić domki, zjeść kolację i iść spać.

20 maja

Tak. Ten dzień można by zatytułować „wakacje we Włoszech” . Wstajemy około 10.00, nie spiesząc się jemy śniadanie i idziemy na plażę. Jest piękna słoneczna pogoda, przejrzysta, krystalicznie  czysta woda. Nic nie jest w stanie powstrzymać nas przed kąpielą w Adriatyku, opalaniem się, zbieraniem muszelek czy budowaniem zamków z piasku. Mimo, że spędzamy ten dzień na błogim lenistwie, mija on bardzo szybko.

 

 

21 maja

Wstajemy wcześnie, bo musimy się wykwaterować, zapakować wszystkie bagaże, których wcale nie ubywa, a wprost przeciwnie –mamy wrażenie, że  jest ich więcej!  Musimy się spieszyć, bo przed 10.00 musimy dotrzeć autobusem miejskim do  portu Punta Sabbioni.

 

Tam o 10.00 mamy zarezerwowaną łódź, która zabierze nas do Wenecji.

 

Wypływamy. Jest piękna, słoneczna pogoda. Błękitne niebo, lazurowa woda.  Dopływamy do pierwszej wyspy Burano.  Witają nas kolorowe domy i przepiękne koronki, z których słynie ta wyspa. Podziwiamy każdy zaułek, uliczkę, kupujemy pamiątki. Po godzinie znów wypływamy. Nasz cel to wyspa Murano, znana na całym świecie z wyrobów ze szkła. Zwiedzanie zaczynamy od pokazu w fabryce – dowiadujemy się jak powstają te szklane cudeńka. Spacerujmy wzdłuż kanałów  wśród licznych turystów wstępując do sklepików przepełnionych biżuterią, figurkami i innymi niewyobrażalnie delikatnymi i pięknymi  szklanymi bibelotami. Po tej uczcie zmysłów wracamy na naszą łódź i płyniemy do Wenecji. Tu jest już bardzo ciasno. Wszędzie tłumy turystów zmierzających na plac Św. Marka. My także tam się udajemy mijając po drodze Most Westchnień, pałac Dożów. Idziemy na najstarszy targ owocowy i rybny w pobliżu mostu Rialto aby skosztować pysznych, słodkich i aromatycznych  truskawek. Przeciskamy się wąskimi uliczkami podziwiając architekturę, oglądając wystawy sklepików pełne masek, i wszelkiego rodzaju „suwenirów”.  Przechodząc przez liczne mosty mijamy Canal Grande,  podziwiamy weneckie gondole i gondolierów. Kierujemy się ponownie na plac Św. Marka, zatrzymując się na tradycyjne włoskie spaghetti carbonara  i deser tiramisu.  Dochodzi 17.00,  mimo licznych turystów, udaje nam się wejść do Bazyliki Św. Marka . Jest  piękna, majestatyczna, zachwyca kunsztem wykonania, zarówno zewnątrz jak i wewnątrz. Niestety, nie mamy czasu aby wszystkim się nasycić…, no cóż jest to dobry pretekst, aby przyjechać ponownie do Wenecji. Miasto żegna nas wspaniałą muzyką  dzwonów  bijących na placu Św. Marka.

 

 

Wracamy na statek i odpływamy do Punta Sabbioni, gdzie przesiadamy się do autokaru i ruszamy w drogę do Belska.

To był wspaniały czas. Czas integracji, nawiązania nowych znajomości, przyjaźni, czas  pracy, wzniosłych wydarzeń patriotycznych, czas odczuwania wszystkimi zmysłami kultury, zabytków, miejsc, przyrody, tradycji  i kuchni włoskiej.

 

 
Relacja - Barbara Sibilska
Zdjęcia - Tomasz Fliszkiewicz
 
 
 
 
 
 
Strona tytułowa     Imprezy 2015/2016