Justyna Jasiorowska
 
Laureatka Wojewódzkiego Konkursu Języka Polskiego 2013.
 
19 maja 2013  roku pani dyrektor Janina Pawełek, pani Ewa Pawełek oraz pan Bogusław Cieślak udali się wraz z Justyną Jasiorowską na uroczyste rozdanie nagród dla laureatów. Spotkanie miało miejsce na Wydziale Matematycznym Politechniki Warszawskiej. Kurator oświaty pogratulował młodzieży osiągnięć, po czym nastąpiło wręczenie dyplomów i listów gratulacyjnych.
 
 
 
*
 
 
Wyróżnienie w Konkursie Bibliotecznym "Naszej Księgarni" (<< przeczytaj)
 
Wyróżnienie w Grójeckim Dyktandzie 2013 (<< przeczytaj)

 

 
AKTORKA
 
Scenki w restauracji na lekcji języka angielskiego.
Scenki w restauracji na lekcji języka angielskiego.
Wigilia we dworze 2011
"Ania z Zielonego Wzgórza''
"Ania z Zielonego Wzgórza''
Tytułowa matka w spektaklu Szaniawskiego 2012.
Tytułowa matka w spektaklu Szaniawskiego 2012.
Główna rola w "Błękitnym zamku".
Główna rola w "Błękitnym zamku".
 
 WYWIAD Z JUSTYNĄ JASIOROWSKĄ

1.W szkole wołają Cię ,,Koza". Skąd się wzięło to przezwisko?

Niechcący sama je sobie nadałam. Zaczynając jednak od początku: w akcie urodzenia mam wpisane Justyna Jasiorowska. Do piątego roku życia rodzice wmawiali mi, że mam szereg imion. Wszystkich tutaj nie przytoczę, jeśli chcę zachować resztki godności. Zaczynało się jednak na ,,Koza", a kończyło na ,,Justyna Awantura Jasiorowska''. Pewnie bym o tym zapomniała, gdyby nie obóz artystyczny na Mazurach, pod koniec którego wystawialiśmy sztukę teatralną. Można uznać to za zbieg okoliczności, dostałam rolę Kozy. Tak, takiego zwierzątka z rogami, które daje mleko. Ponieważ na obozie Justyn były trzy (i rodzice wszystkich nadali im te imiona z przekonaniem, że nigdzie nie znajdzie się więcej niż jedna Justyna naraz), wołanie na jedną per ,,Koza" rozwiązało przynajmniej jedną trzecią problemu. Moje Zwierzchności były niesamowicie uradowane faktem, że znów zostałam tak przezwana i przez resztę wakacji robili wszystko, żebym zapomniała, jak naprawdę mam na imię. W takim świetle wydaje się odrobinę logicznym fakt, że podczas przedstawiania się bodajże Wojtkowi pierwszego dnia pierwszego roku w gimnazjum do imienia i nazwiska dorzuciłam : ,,Ale mama mówi na mnie Koza". I tak już zostało.

2.Wiem, że piszesz opowiadania. Od czego się to zaczęło?

Ciężko powiedzieć. Nie jestem w stanie nawet konkretnie określić momentu, kiedy zaczęłam sama spisywać swoje historie. Bo wymyślam je chyba od zawsze. Najczęściej tuż przed snem, gdy już leżę w łóżku, chociaż te najlepsze przychodzą zupełnie nieoczekiwanie. Już w bardzo wczesnej podstawówce pisałam nieprzyzwoicie - jak na siedmiolatkę - długie wypracowania. W jednym gościnnie wystąpiła nawet J.K Rowling. Jako ośmiolatka miałam plan napisać własną książkę. Potem napisać książkę z przyjaciółką. Niedawno znalazłam tamte rękopisy i ze śmiechu turlałam się po podłodze.

3.Jaki styl pisania preferujesz?

Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Na pewno wolę narrację trzecioosobową, ponieważ nawet na piśmie lubię sobie pogadać, a pierwszoosobowa ma ograniczone możliwości percepcji. Z reguły piszę językiem współczesnym, nagminnie wtrącając w tekst długie słowa. W mojej podświadomości drzemie założenie, że długie słowa wyglądają bardzo ładnie.

4.Czyje dzieła podziwiasz? Jakie masz autorytety?

Gdyby ktoś kiedyś pisał moją biografię, musiałby na to pytanie poświęcić oddzielny tom. Uwielbiam wiele rozmaitych utworów. Czy to z dziedziny literatury, filmy, malarstwa, a nawet architektury, nie sposób też nie wymienić muzyki. Jedne podziwiam za ich doskonałość (jak choćby film Skazani na Shawshank), inne za świadomość własnej niedoskonałości (książka ,,Śniadanie Mistrzów"), jeszcze inne za niebanalny humor (każdy film o superbohaterach Marvela jest jednocześnie kpiną z samego siebie), a niektóre za absurd, niestety niezamierzony (film ,,Surfujący Ninja"). Jeśli chodzi o autorytety, to podziwiam Woody'ego Allena jako artystę, Stana Lee jako człowieka, który umie spełniać własne marzenia i Marka Twaina jako autorytet moralny. Głównie za jego niejednoznaczność.

5.Co Cię skłoniło do wzięcia udziału w konkursie polonistycznym?

Postanowienie, że tym razem musi się udać. W drugiej klasie gimnazjum również brałam udział w tym konkursie i zakwalifikowałam się do etapu rejonowego. Jako (wybaczcie brak skromności) najmłodsza i jedyna uczennica naszego gimnazjum. Właściwie to Waszego gimnazjum. Ale o tym będzie zaraz. Od początku trzeciej klasy było jasne, że znów podejmuję się napisania tego konkursu i tym razem daję z siebie dwieście procent.

6.Jak się do niego przygotowywałaś?

Dla niektórych może być zaskoczeniem, że przygotowanie się do konkursu polonistycznego to nie tylko przeczytanie wyznaczonych lektur. Mnóstwo czasu zajęło przyswajanie życiorysów autorów, opracowań dzieł i wszystkiego, co może w jakiś sposób się z nimi łączyć. Moje wysiłki na nic by się nie zdały, gdyby nie nieoceniona pomoc pani Dyrektor, Janiny Pawełek i pani Ewy Pawełek. Jestem im wdzięczna, że poświęciły mi swój czas, ale także dostarczyły materiałów i odpowiedziały na wszystkie wątpliwości.

7.Co poczułaś dowiedziawszy się, że zostałaś laureatką?

Nie wierzyłam w to. Etap wojewódzki zawierał pytanie z dziedziny filmu (czego nie podano w zakresie) i wymagał znajomości ,,Hamleta'' praktycznie na pamięć. Sądziłam, że na tym moja dobra passa się skończyła. Nie wiem, czy rzeczywiście znałam tego ,,Hamleta" na pamięć, czy popełniłam mniej błędów niż podejrzewałam. Okazało się, że zmieściłam się w limicie punktów i z pewnym zapasem załapałam się na tytuł laureatki. Dzień ogłoszenia wyników wypadł akurat w dzień jednej z prób do ,,Błękitnego Zamku'', kiedy byliśmy już w remizie. Idąc do szkoły bardziej koncentrowałam się na tym, żeby nie wywinąć orła na lodzie (mimo że był marzec) niż na tym, że w zasadzie właśnie waży się moja przyszłość. Ktoś mógłby powiedzieć, że była już przesądzona, ale to jak z kotem Shrodingera - nie jest ani żywy, ani martwy dopóki nie otworzy się pudełka.

Gdy już dowiedziałam się z ust pani sekretarki, że jestem laureatką, moje pierwsze słowo brzmiało ,,Nie". Potem odjęło mi mowę, bo okazało się, że jednak tak. Należy wspomnieć o ważnej rzeczy:  rzadko kiedy brakuje mi słów. W zasadzie prawie nigdy.

8.Do jakiego liceum się wybierasz? Czy wygrana w konkursie pomogła Ci w rekrutacji?

Do XI LO imienia Klementyny Hoffmanowej, do klasy zwanej popularnie ,,biol-chem-fiz". Czy wygrana pomogła? Ona załatwiła wszystko. Od marca bez konieczności martwienia się o przyjęcie.

9.Jakie masz plany na przyszłość? Czy wiążesz ją z pisaniem?

Skończę liceum, dostanę się na Warszawski Uniwersytet Medyczny, powoli będę studiować, w międzyczasie robiąc karierę jako pisarz. Może sprzedam prawa do ekranizacji powieści (przynajmniej jedną powinnam do tego czasu napisać). Bo czemu nie?

10.Co poradzisz uczniom, którzy zamierzają wziąć udział w konkursach przedmiotowych?

Po pierwsze: bardziej niż w wyuczony materiał, ufajcie we własną inteligencję. Po drugie: przeczytajcie każde opracowanie lektury, jakie znajdziecie. Po trzecie: nie denerwujcie się - konkursy są trudne, pytania tendencyjne, a atmosfera zawsze napięta. Po czwarte (i ostatnie) - walczcie o swoje, odwołujcie się i kombinujcie na każdy możliwy sposób.

 Wywiad przeprowadziła Natalia Rurant.

 
 
 
 
 
 

 

Strona tytułowa