Klasy trzecie w Kozłówce i Kazimierzu Dolnym
 
26 września 2012
 
 

             Nikt nigdy nie powiedział, że niezwykłe miejsca można spotkać najbliżej na drugim końcu kraju. Należy dodać – niezwykłe i piękne; tak właśnie można najprościej scharakteryzować Kozłówkę i Kazimierz Dolny, które my, uczniowie z klas trzecich, mieliśmy okazję odwiedzić dwudziestego szóstego września. Opieki nad naszą zgrają podjęło się troje śmiałych nauczycieli – pani Anna Kocewiak, pani Ewa Pawełek oraz pan Krzysztof Wójcik.

            Podróż autobusem zajęła nam raptem dwie godziny z okładem, które – ku uldze chyba każdego – nie ciągnęły się jak rozpuszczone cukierki. Całe szczęście, że za oknami robiło się jedynie jaśniej i cieplej. Dotychczas każda nasza jednodniowa wycieczka wypadała w dzień deszczowy albo co najmniej ponury. Fatum nareszcie zostało złamane, co znacznie poprawiło humory już na początku wycieczki.

            Do pałacu w Kozłówce dotarliśmy krótko przed jedenastą. Ledwo zdążyliśmy obejrzeć schludny dziedziniec i rozważyć technikę wykręcania powozem konnym, a musieliśmy przyśpieszyć kroku, by nie spóźnić się na zwiedzanie. Wewnątrz budynek okazał się znacznie bardziej imponujący niźli oglądany z dziedzińca. Pod dość niepozorną fasadą ukrywał się polski odpowiednik Wersalu. Nie jest to wcale porównanie na wyrost. Podczas oprowadzania sympatyczna pani przewodnik kilkakrotnie zwracała naszą uwagę na przedmioty będące wiernymi kopiami tych znajdujących się we francuskim pałacu. Posiadłość w Kozłówce należała niegdyś do rodziny Zamoyskich, którzy stosunkowo niedawno zgodzili się przekazać ją państwu. Zwiedzając pałacowe pokoje niemal wszędzie dostrzegamy herb rodowy – Jelita. Drugą równie charakterystyczną cechą są obrazy przedstawiające Piękną Zofię (z Czartoryskich Zamoyską, jedną z najpiękniejszych i najbardziej podziwianych kobiet swoich czasów).

            Następnie mieliśmy sporo czasu wolnego, dającego nam wspaniałą okazję do przechadzki po pałacowym parku. Jakkolwiek nie można odmówić urody ani jemu, ani kaplicy, największą popularnością wśród uczniów cieszyło się muzeum socjalizmu.

            Z Kozłówki autobus zabrał nas do Kazimierza Dolnego. Ta podróż upłynęła dziwnie sennie, chociaż od południa minęły dopiero dwie godziny. Całe szczęście w drodze na rynek (tu chciałabym podziękować Stefanowi, który mi – jako kobiecie paskudnej – wywróżył długie życie) zmęczenie zupełnie z nas opadło. Nie wydaje mi się, żeby istniał lepszy sposób na poznanie Kazimierza niż przejście się po tym mieście zupełnie na własną rękę. A jeśli już w ciągu pierwszych pięciu minut człowiekowi udaje się wytropić dobrą książkę za śmiesznie małe pieniądze, to nie może być lepszej wróżby.

 

            Od samego rynku, pełnego niepowtarzalnych galerii oraz bosonogich artystów, którzy rozłożyli swój ekwipunek na ulicy i jak gdyby nigdy nic zabrali się do tworzenia, piękniejsze są tylko wąwozy otaczające Kazimierz. Być może są to parowy, bo mimo usilnych starań piątki niebanalnych mózgów, nie udało nam się dokonać rozróżnienia. Tymże wąwozem bądź parowem dotarliśmy skromną grupą do Kuncewiczówki. Wystarczyło spojrzeć na dom, by zrozumieć, dlaczego powieść Marii Kuncewiczowej okazała się zjawiskową – tworząc w takim miejscu można napisać wyłącznie zjawiskową powieść.

Oprócz galerii na ulicach Kazimierza licznie występują piekarnie o urzekających witrynach. Nigdzie indziej nie widziałam dotąd ciastek na kształt najmodniejszych torebek czy tortu weselnego, któremu niczego nie brakowało ideału. A jak jesteśmy już przy weselu – panny młode! Naliczyłam osiem świeżych małżeństw w towarzystwie fotografów. I wcale się im nie dziwię, że wybrali właśnie to miasto. Dziwię się za to wszystkim, którzy tego nie zrobili.

            W Belsku byliśmy na godzinę osiemnastą, co pozwoliło uniknąć przesytu wycieczką. Rozstaliśmy się w doskonałych nastrojach, nieco mąconych perspektywą szybkiego powrotu do szkolnej rutyny.

            Osobiście uważam wycieczkę za jedną z najlepszych, jeśli nie najlepszą, z tych, na  których miałam okazję być w ciągu dwóch lat spędzonych w gimnazjum.

 

Justyna Jasiorowska IIIa

 
 
 

 

 

Strona tytułowa     Imprezy 2011/12