Sprawozdanie z wycieczki uczniów Publicznego Gimnazjum

im. Ks. Zdzisława Jastrzębiec Peszkowskiego w Belsku Dużym

do Wielkiej Brytanii

 

„Majówka w Londynie”

 

 

W ostatni tydzień lutego, podczas lekcji języka polskiego, dowiedzieliśmy się o planowanej w dniach 27 kwietnia – 5 maja wycieczce do Wielkiej Brytanii. Wywołało to spore poruszenie, gdyż wielu uczniów od dawna myślało o dłuższej, zagranicznej wycieczce, która, szczególnie dla trzecioklasistów, stanowiłaby odpoczynek po długich i żmudnych przygotowaniach do egzaminu gimnazjalnego. Trzy tygodnie przed wyjazdem zaczęliśmy przygotowania do podróży. Dowiedzieliśmy się o szczegółach wyjazdu i mogliśmy się pakować. Zanim jednak Londyn, dla trzecioklasistów, najważniejszy był egzamin gimnazjalny, którego ostatnia część odbywała się 26 kwietnia, czyli dzień przed wyjazdem. Tego dnia należało również dostarczyć zakupioną żywność i napoje.

    Londyn jest stolica kulturalną Wielkiej Brytanii i szczerze ma się czym pochwalić. Mieści się tu aż 240 muzeów. W Londynie jest też najbardziej rozbudowana na świecie sieć metra. Liczy sobie ona aż 400 kilometrów i ma 270 stacji. Natomiast lotnisko na Heathrow to największy taki obiekt w Europie. Rocznie odprawia się tu aż 60 milionów pasażerów. Londyn jest największym miastem w Europie i jednocześnie ma najwyższy wskaźnik przestępczości w całej Wielkiej Brytanii, co może nie jest chlubą miasta, jednak to zawsze jakieś osiągnięcie J Charakterystyczną londyńską potrawą jest fish and chips, czyli popularna ryba z frytkami, z tym, że frytki muszą być grube, a ryba specjalnie smażona w głębokim tłuszczu w panierce. W 2012 roku Londyn, jako pierwsze w historii miasto, zostanie po raz trzeci organizatorem igrzysk.

    W piątek, 27 kwietnia, o godzinie 1100 wszyscy zebraliśmy się na parkingu szkolnym w Belsku Dużym. Grupa wycieczkowiczów była mieszana, to znaczy, że w wycieczce uczestniczyły osoby z klas pierwszych i trzecich, z przewagą tych młodszych, gdyż ten wyjazd był przeznaczony głównie dla nich. Zapakowaliśmy walizki oraz torby do autokaru, a nauczyciele i rodzice podpisali ostatnie dokumenty. Jeszcze tylko krótka rozmowa, pożegnanie i mogliśmy ruszać. Zajęliśmy miejsca w autokarze i ok. 1200 opuściliśmy Belsk Duży w poszukiwaniu przygód :)

         Podróż niektórym przebiegała szybko, innym trochę wolniej. Na szczęście obyło się bez żadnych zakłóceń. Podczas jazdy wszyscy byli szczęśliwi, że za kilkanaście godzin, znajdą się w miejscu, które dotychczas znali tylko z książek. Jednocześnie, obawialiśmy się, czy Londyn spełni nasze oczekiwania, gdyż niekiedy bywa tak, że to, co najbardziej znane, jest najbardziej przereklamowane. Wiedzieliśmy, że za kilkanaście godzin wszystko okaże się jasne, więc staraliśmy sobie nie zaprzątać tym głów. Śmialiśmy się, rozmawialiśmy, niektórzy spali. Zatrzymywaliśmy się średnio co 4,5 godziny. W czasie postoju można było skorzystać z toalety, kupić napój lub coś do zjedzenia. Po kilkunastu godzinach jazdy, dojechaliśmy do portu Calais we Francji, gdzie najpierw udaliśmy się na przeprawę celną, a następnie wjechaliśmy autokarem na prom. Wszyscy wysiedli i udali się do górnych pokładów, w miejsca przeznaczone dla wycieczkowiczów. Podróż promem przez Kanał La Manche trwała półtorej godziny. Około 1000 byliśmy już w Wielkiej Brytanii, w porcie Dover. Jeszcze tylko dwie godziny i już mogliśmy się wypakowywać.

 

    Mieszkaliśmy w Ośrodku Skautowskim w dzielnicy Brixton. Od centrum byliśmy oddaleni około piętnastu minut jazdy pociągiem. Warunki mieszkalne nas pozytywnie zaskoczyły, a przynajmniej tych, którzy uczestniczyli rok wcześniej w wycieczce do Włoch. Po przydzieleniu pokoi i rozpakowaniu walizek, mieliśmy godzinę czasu, aby skorzystać z toalety, wziąć prysznic, czy coś zjeść. Następnie udaliśmy się w miejsce, którego wszyscy oczekiwali od kilku tygodni, a mianowicie – „serca” Londynu.

        Pogoda tego dnia nie dopisywała. Mglisto, deszczowo, chłodno – typowo londyński klimat. Jednak to nie zachwiało naszej chęci spaceru po największym mieście Europy. Dojście do stacji „Sydenham hill”, skąd pociągiem codziennie dojeżdżaliśmy do centrum,  zajęło nam około 15 minut. Wsiedliśmy do pociągu i kilkanaście minut później wysiedliśmy na Victoria Station, skąd autobusem udaliśmy się pod Pałac Buckingham, czyli oficjalnej rezydencji  brytyjskich monarchów. Jednocześnie jest to największy na świecie pałac królewski wciąż pełniący swą pierwotną funkcję. Został zbudowany w 1703 roku, jako rezydencja miejska Księcia Buckingham. W roku 1761 król Wielkiej Brytanii Jerzy III wszedł w posiadanie pałacu, który przekształcono w jego rezydencję prywatną. W ciągu kolejnych kilkudziesięciu lat, pałac wielokrotnie przebudowywano i rozbudowywano, by w 1837 roku ogłosić go oficjalną siedzibą brytyjskich monarchów. Na placu przed pałacem, znajduje się, postawiony w 1913 roku pomnik królowej Wiktorii. Żyła ona żyła w latach 1819 - 1901, od 1837 roku panowała jako królowa Wielkiej Brytanii i Irlandii. Od 1876 roku była także tytułowana cesarzową Indii, najważniejszej brytyjskiej kolonii. Bardzo długie panowanie królowej Wiktorii było okresem rozkwitu Wielkiej Brytanii jako światowego, kolonialnego mocarstwa, czerpiącego wszelkie możliwe korzyści z ostatniej fazy rewolucji przemysłowej. Był to też czas dobrobytu, wzrastającej zamożności, ale też wykształcenia się nowej warstwy społecznej, robotniczej, posiadającej coraz bardziej wyraźny wpływ na życie polityczne zmieniającego się politycznie państwa. Panowanie królowej Wiktorii uznaje się za okres pełnego ukształtowania się ram brytyjskiej kultury mieszczańskiej wraz z jej konserwatyzmem, zachowawczością i rytuałami. Po upamiętnieniu naszej obecności przed Buckingham Palace na zdjęciu, kontynuowaliśmy nasz spacer.

Przeszliśmy przez Park Św. Jakuba ( St. Jame’s Park ) do Trafalgar Square, czyli centralnego placu Londynu, upamiętniającego zwycięstwo brytyjskiej Royal Navy w bitwie morskiej pod Trafalgarem w 1805 roku.

Po środku placu, znajduje się 55-metrowa Kolumna Nelsona, który jako dowódca floty brytyjskiej poległ w tej właśnie bitwie. Spędziliśmy tam około 30 minut, w trakcie których, spotkaliśmy grono „niespełnionych” aktorów, przebranych za zombie, w realistycznie wyglądających maskach. Z powodu braku zajęcia, przy nie najlepszej pogodzie, krążyli po placu strasząc przechodniów. Po dokładnym zwiedzeniu placu nasz spacer po Londynie dobiegł końca. Wsiedliśmy w autobus, którym udaliśmy się na Victora Station, skąd pociągiem wróciliśmy do ośrodka. Losowo wybrani uczniowie przygotowali dla wszystkich kolację, po której mieliśmy krótkie spotkanie. Omówiliśmy wrażenia, otrzymaliśmy wskazówki, co zmienić, by  opiekunowie nie mieli zastrzeżeń, co do naszej organizacji oraz zapoznaliśmy się z programem na następny dzień. Po zebraniu, wzięliśmy prysznic i położyliśmy się spać. Mało kto był zainteresowany nocnym wojażowaniem po pokojach, gdyż tak długa podróż nie działa relaksująco, chyba na żadnego człowieka.   

    Następnego dnia, w niedzielę, wszyscy wstali ok. godziny 700. Pogoda znowu nie rozpieszczała. Wyznaczona grupa osób przyrządziła śniadanie, inni przygotowali się do wyjścia. O godzinie 930 wyszliśmy na pociąg, którym dojechaliśmy do Victoria Station. Następnie przesiedliśmy się do metra, którym dojechaliśmy do  polskiego Kościoła Św. Andrzeja Boboli przy Leysfield Road.

Kościół został zakupiony i poświęcony w 1962 roku. W związku z tym, ze służył przede wszystkim żołnierzom PSZ osiadłym w Londynie, nosi nieformalne miano kościoła garnizonowego. Wnętrze zaprojektował Aleksander Klecki i rzeźbiarz Tadeusz Zieliński. Witraże upamiętniają walki oddziałów Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. W kościele umieszczono ponad 80 tablic pamiątkowych. Po prawej stronie od wejścia znajduje się kaplica Matki Boskiej Kozielskiej, zaprojektowana przez Marylę i Marka Jakubowskich. Centralnym punktem kaplicy jest, ukoronowany w 1997 przez papieża Jana Pawła II, obraz Matki Boskiej Kozielskiej. Na terenie przykościelnym znajduje się kolumbarium, gdzie złożone są prochy ponad 1300 zmarłych.

Korzystając z okazji zbliżającej się godziny 1200, postanowiliśmy uczestniczyć we  mszy świętej, podczas której zostaliśmy przywitani przez księdza proboszcza. Po mszy udaliśmy się do Polskiego Ośrodka Społeczno-Kulturalnego w dzielnicy Hammersmith, gdzie obejrzeliśmy przygotowaną wystawę, wpisaliśmy się do księgi pamiątkowej oraz zostawiliśmy broszurki o naszym gimnazjum.

Polski Ośrodek Społeczno-Kulturalny został założony i ufundowany przez społeczność polską w Wielkiej Brytanii z inicjatywy inż. Romana Wajdy. Zajmuje się promocją polskiej kultury i sztuki. Mieści się tam Biblioteka Polska w Londynie, która powstała w 1942, odbywają się wystawy, pokazy filmów i przedstawienia teatralne. Siedzibę POSK zbudowano w 1974, mieszczą się tam liczne organizacje, m. in. największa polonijna organizacja na terenie Wielkiej Brytanii „Zjednoczenie Polskie” czy Instytut Józefa Piłsudskiego , Polski Uniwersytet na Obczyźnie (PUNO), Stowarzyszenie Polskich Kombatantów

   Kolejnym punktem naszej wycieczki było jedno z największych na świecie muzeów historii starożytnej - Muzeum Brytyjskie (British Museum), tak więc wsiedliśmy do metra, którym dojechaliśmy do Westminster Station. Następnie udaliśmy się pod gmach muzeum, gdzie otrzymaliśmy wskazówki od opiekunów dotyczące zwiedzania i otrzymaliśmy 2,5 godziny czasu edukacyjnego, podczas którego mieliśmy odnaleźć i sfotografować określone eksponaty.

   Muzeum Brytyjskie powstało z inicjatywy sir Hansa Sloane'a, lekarza, przyrodnika i kolekcjonera. Chciał on zabezpieczyć swoją kolekcję literatury i dzieł sztuki liczącą ponad 71 tys. obiektów. Zaoferował więc jej sprzedaż za 20 tys. funtów królowi Jerzemu II. Mimo, że monarcha nie wykazywał większego zainteresowania zbiorami Sloane'a, to jednak Parlament przyjął ten dar. Uchwała o utworzeniu Muzeum Brytyjskiego została przyjęta 7 czerwca 1753 r. Pierwszą jego siedzibą była siedemnastowieczna posiadłość Montague House w Bloomsbury, nieopodal dzisiejszego budynku. OtwarciMe dla zwiedzających nastąpiło 15 stycznia 1759 r. Z wyjątkiem okresu obu wojen światowych Muzeum pozostawało nieprzerwanie otwarte, a liczba zwiedzających systematycznie wzrastała: od 5 tys. rocznie na początku do 5 mln obecnie. Zbiory Muzeum Brytyjskiego, zgodnie z życzeniem sir Hansa Sloane'a, traktowane są jako własność całego narodu, zatem za wstęp nie była i nie jest pobierana żadna opłata, z wyjątkiem kilkumiesięcznego okresu w roku 1972. Jednak za obejrzenie niektórych czasowych ekspozycji specjalnych znajdujących się w muzeum, ale nie będących integralną jego częścią – opłaty są pobierane. W roku 2002 muzeum przeżywało kłopoty finansowe i zostało nawet zamknięte na jeden dzień wskutek protestów pracowników przeciw proponowanym zwolnieniom. Obecnie muzeum posiada blisko 7 mln eksponatów, do najbardziej znanych zalicza się : marmury elgińskie, rzeźby z ateńskiego Partenonu, Waza Portlandzka, Kamień z Rosetty i egipskie mumie.

  Większość osób wykorzystała czas zwiedzania muzeum w 100%, inni byli mniej zainteresowani – ich strata, bowiem wystawy są wykonane w bardzo ciekawy sposób, wszystkie, nawet najmniejsze detale są dopracowane. Wcale nie dziwi fakt dużej popularności tego miejsca, jednak żeby wszystko dokładnie obejrzeć, nie wystarczyłby nawet tydzień. Blisko 7 milionów eksponatów i nowoczesny budynek robią wrażenie. Zwiedzanie Muzeum Brytyjskiego było ostatnim punktem tego dnia. Udaliśmy się więc słynnym czerwonym autobusem piętrowym na stację metra Victoria, skąd, jak co dzień, ruszyliśmy w stronę ośrodka skautowskiego, w którym mieszkaliśmy. Wyznaczone osoby przygotowały kolację, po której odbyło się kolejne spotkanie w celu omówienia wrażeń i zastrzeżeń, co do naszego zachowania. Po kolacji wszyscy się wykąpali i udali do swych pokoi, jednak spać każdy poszedł dopiero po północy, gdyż zmiana czasu zrobiła swoje.

                Kolejny dzień (poniedziałek)  przyniósł niewielkie, ale pozytywne zaskoczenie. Wstaliśmy ok. godziny 700, lecz byliśmy budzeni… promieniami słońca. Od razu wszystkim poprawiły się nastroje, każdy odział się w luźniejsze ubrania. Schemat poranka taki sam, jak co dzień : wybrana grupa przygotowuje śniadanie, następnie zmywanie, wyjście ok. 900 na stację, pociąg, Victoria Station. Pierwszym punktem zwiedzania była tego dnia Katedra Westminsterska ( nie mylić z Opactwem Westminsterskim!).

Pełna nazwa obiektu brzmi:  Archikatedra Najświętszej Krwi Chrystusa w Londynie. Jest to rzymskokatolicka bazylika wzniesiona na przełomie XIX i XX wieku w stylu neobizantyjskim, a zarazem główna świątynia katolicka Anglii i Walii, katedra arcybiskupów Westminster. Częstokroć jest mylona z opactwem Westminsterskim, znajdującym się w tej samej dzielnicy Londynu, będącym jednakże kościołem anglikańskim i z tego powodu ważniejszym dla Kościoła Anglii niż katolicka Katedra Westminsterska.

        Ogrom samego budynku, jak również przepychu w zdobieniach wnętrza gmachu robi wrażenie. Po krótkim, piętnastominutowym obejrzeniu wnętrza katedry udaliśmy się autobusem w stronę Katedry św. Pawła, która znajduje się w samym centrum City of London i formalnie pełni funkcję głównej świątyni tej dzielnicy. Po drodze mogliśmy zobaczyć niewielką grupę protestujących Etiopczyków. Po opuszczeniu autobusu, przeszliśmy obok Sądu Królewskiego ( Royal Courts of Justice), do którego można było zajrzeć na kilka sekund.

Po chwili naszym oczom ukazała się potężna Katedra Św. Pawła. Otrzymaliśmy kilkanaście minut na zjedzenie kanapek, po czym weszliśmy do środka. Od razu dał się zauważyć rozmach, z jakim został zbudowany gmach kościoła, jego monumentalność, ogrom zdobień. Człowiek czuje się w środku, jak nie dająca się zauważyć cząstka czegoś olbrzymiego.

  Katedra Świętego Pawła ( St Paul's Cathedral )jest to jeden z najbardziej znanych kościołów anglikańskich w Wielkiej Brytanii i budowli Londynu. Katedra ta powstała pierwotnie na gruzach rzymskiej świątyni, wybudowanej niegdyś ku czci cesarza Klaudiusza. Normańska katedra była większa od obecnej i stanowiła największą świątynię ówczesnej Europy. Nie omijały jej pożary. Iglica została zniszczona przez piorun, wnętrze zostało splądrowane, a mury były w złym stanie. Katedra spłonęła ostatecznie podczas wielkiego pożaru Londynu w 1666 r. Niedługo później podjęto decyzję o budowie nowej katedry w stylu klasycyzującego baroku i rozpoczęto ją w roku 1675 pod nadzorem angielskiego architekta, Sir Christophera Wrena. Budowę zakończono po 35 latach. Budowlę wieńczy kopuła o średnicy 50 metrów, która jest jednym z najbardziej charakterystycznych elementów architektury Londynu.

   Katedra świętego Pawła była budowana jako symbol odrodzenia Londynu i cechuje ją rozmach i monumentalność, ustępuje ona jednak swoimi rozmiarami watykańskiej Bazylice Świętego Piotra. Katedra Świętego Pawła ma około 158 metrów długości i około 75 metrów szerokości. Wysokość budowli mierzona od posadzki do końca krzyża umieszczonego na kopule wynosi 108 metrów.

   Katedra była miejscem wielu słynnych pogrzebów (np. admirała Nelsona, księcia Wellingtona i Winstona Churchilla). Pogrzeby, śluby i inne ceremonie kościelne brytyjska rodzina królewska organizuje zazwyczaj w Westminster Abbey, ale to w katedrze św. Pawła odbył się ślub księcia Walii - Karola Windsora i lady Diany Spencer.

    Po wyjściu z katedry, udaliśmy się do Muzeum Londynu ( Museum of London ), które ukazuje historie miasta od czasów najdawniejszych po dzień obecny. Zawiera ponad milion eksponatów. W muzeum otrzymaliśmy dwie godziny czasu edukacyjnego, podczas którego sami zwiedzaliśmy osobliwości budynku.

   Następnie przeszliśmy Kładką Milenijną (London Millennium Footbridge), czyli mostem wiszącym dla pieszych, który łączy dzielnice Bankside z City of London. Most o długości ok. 320 metrów zbudowany został głównie ze stali i aluminium. Jego ciężar podtrzymywany jest przez 8 lin nośnych.

Kładka umożliwia spacer od Katedry Św. Pawła do Tate Gallery i Teatru Globe po drugiej stronie Tamizy. Gdy znaleźliśmy się obok rekonstrukcji Glob Theatre, mieliśmy kilkanaście minut, by przejść wkoło budynku oraz podziwiać okolicę. Przy tak pięknej pogodzie wszystko wydawało się tak ładne, że nie chciało się opuszczać tego miejsca.

    Globe Theatre ( Pod kulą ziemską) był  teatrem w Londynie działającym w latach 1599-1642, założonym przez braci Burbage'ów. Jednym z udziałowców był William Szekspir. Wystawiane były tam premiery jego utworów oraz sztuki Bena Jonsona i J. Webstera. Aktorami byli wyłącznie mężczyźni. Teatr został zbudowany w 1599 roku. Spłonął w pożarze w 1613, odbudowano go w 1614 roku. Wskutek interwencji purytanów został zamknięty w 1642 roku, zburzono go dwa lata później. Budowla została zrekonstruowana według projektu firmy Buro Happold i otwarta w 1997 roku.

    Ostatnim miejscem, które zwiedziliśmy w poniedziałek było Imperialne Muzeum Wojny ( Imperial War Museum ), które jest poświęcone historii wojskowości. Naprawdę warto odwiedzić. Nawet najbardziej wymagający, wykazywali zainteresowanie wystawą, szczególnie prezentowaną bronią.  Muzeum zostało założone w roku 1917 dla upamiętnienia poległych w czasie I wojny światowej. Otwarcia w 1920 dokonał król Jerzy V. Początkowo mieściło się w budynku Kryształowego Pałacu, który spłonął w 1936 roku. Siedzibę przeniesiono na Lambeth Road w Southwark do budynku pierwotnie pełniącego funkcję szpitala psychiatrycznego. Kolekcja muzeum była uzupełniana w czasie II wojny światowej i w 1953 wystawiane były eksponaty ze wszystkich zbrojnych konfliktów brytyjskich. Muzeum posiada także duża kolekcję nagrań wywiadów ze świadkami wojen                                               i holokaustu.

  W muzeum spędziliśmy ok. dwóch godzin, po czym autobusem udaliśmy się na Victoria Station. Wsiedliśmy w pociąg i udaliśmy się do ośrodka. Jak co dzień, wybrana grupa osób przygotowała kolację, po której nie odbyło się jednak spotkanie. Od razu po kolacji, każdy poszedł się wykąpać. Jeszcze krótka pogawędka w pokojach o wrażeniach i nie tylko i można iść spać.

   Następny dzień znowu przyniósł pogorszenie się pogody, jednak w ciągu dnia lekko się wypogadzało. Wtorek, 1 maja, był dniem najtrudniejszym, jeśli chodzi o zwiedzanie. Poświęciliśmy go bowiem na zwiedzanie aż czterech muzeów, więc część osób na pewno nie tryskała radością. Jednak nie wszystkim wszystko musi się podobać. Wstaliśmy ok. 700. Dalsze czynności już schematycznie : śniadanie, zmywanie, pociąg, Victoria Station. Następnie wsiedliśmy w autobus, którym dojechaliśmy do Parku Kensington, gdzie znajduje się pomnik Alberta, męża królowej Wiktorii, który został zbudowany według jej projektu. Alberta początkowo traktowano z dystansem i nieufnością, ze względu na jego pochodzenie (był Niemcem). Dopiero jego liczne zaangażowanie w politykę podczas nieobecności królowej przysporzyło mu popularności. Wytrwale zajmował się trudnymi sprawami państwowymi. Był przeciwny agresywnej polityce zagranicznej Wielkiej Brytanii, dlatego też starał się załagodzić stosunki szczególnie z Niemcami (na własnej skórze odczuł niechęć Brytyjczyków). Już kilka lat później nikt nie wyobrażał sobie panowania Wiktorii bez Alberta. Najznamienitsi politycy i profesorowie zasięgali u niego rady. "Era wiktoriańska" - nazwana tak od imienia monarchini jest prawdopodobnie zasługą księcia-małżonka. Czas ten odznacza się zasadniczością i tworzeniem moralnej rodziny. Taki sposób myślenia zyskał popularność nie tylko w Anglii, ale też we Włoszech i Skandynawii, a odzwierciedlał on sposób myślenia samego Alberta.

    Po obejrzeniu pomnika oraz znajdującej się po drugiej stronie  Royal Albert Hall – Sali koncertowej poświęconej mężowi królowej Wiktorii, księciu Albertowi. Znajdują się tutaj największe w Wielkiej Brytanii organy. Następnie  udaliśmy się do Muzeum Historii Naturalnej (Natural History Museum), gdzie dostaliśmy dwie godziny czasu edukacyjnego. Część osób mijała kolejne eksponaty bez większego zainteresowania, jednak byli i tacy, którzy zatrzymywali się, komentowali. Na wielu z nas muzeum wywarło ogromne wrażenie.

   Muzeum Historii Naturalnej jest jednym z trzech wielkich muzeów znajdujących się przy Exhibition Road w South Kensington (inne to Science Museum i Muzeum Wiktorii i Alberta) Prace nad budynkiem rozpoczęto w 1873 roku, a zakończono je w 1880. Oficjalne otwarcie odbyło się w 1881. Kolekcja muzeum dzieli się na 5 głównych działów: botanika, entomologia, mineralogia, paleontologia i zoologia. Dużą popularnością cieszy się symulowane trzęsienie ziemi, którego mogą doświadczyć zwiedzający oraz galeria dinozaurów, gdzie znajduje się ryczący, ruchomy dinozaur-robot. W głównym holu znajduje się słynny odlew szkieletu diplodoka. W muzeum tym można wielu eksponatów dotknąć, spróbować, wykonać różne symulacje i eksperymenty, a całość jest głównie przeznaczona dla młodszych, choć starsi też mogą się wiele nauczyć. Znajduje się tam m.in. kolekcja ryb, płazów, gadów, ptaków i ssaków w różnych stadiach ewolucji. Na samym szczycie galerii znajduje się plaster wycięty z pnia sekwoi o średnicy 6 metrów. Wstęp do muzeum jest bezpłatny, jednak niektóre wystawy bywają biletowane. W środku znajdują się również skrzynki na datki od turystów, które również są źródłem finansów potrzebnych na utrzymanie budynku i znajdujących się w nim eksponatów.

Po wyjściu z Muzeum Historii Naturalnej, udaliśmy się do kolejnego : Muzeum Nauki ( Science Museum).  Torby i plecaki zostawiliśmy przy wejściu, gdzie nauczyciel poinformował nas o zasadach zwiedzania. Po raz kolejny otrzymaliśmy ok. dwóch godzin czasu, podczas którego sami mieliśmy zwiedzić wystawy muzealne.

     Bezpośredniej inspiracji do powstania tego muzeum dostarczyła Światowa Wystawa w Londynie, zorganizowana w 1851 r. jako pierwsza o prawdziwie międzynarodowym charakterze (wzięło w niej udział 17 160 wystawców). Prezentowano głównie dorobek przemysłu, górnictwa i rolnictwa, w tym wiele ówczesnych nowości technicznych oraz naukowych. Większość z prezentowanych osiągnięć pochodziło z terenu Wielkiej Brytanii oraz całego Imperium Brytyjskiego. Wystawa ta cieszyła się ogromnym powodzeniem (zwiedzało ją ponad 6,1 mln osób) i dlatego po jej zakończeniu zrodziła się inicjatywa, aby utworzyć instytucję, gdzie byłyby stale pokazywane najbardziej wartościowe i interesujące eksponaty, reprezentujące rozwój brytyjskiej nauki, techniki, przemysłu i żeglugi. Muzeum otrzymało siedzibę na ulicy Exhibition Road w South Kensington.

     Prezentowane zbiory obejmują eksponaty z różnych dziedzin nauki i techniki, przy czym uporządkowane są przeważnie zgodnie z zasadą obrazowania rozwoju historycznego tych dziedzin.       W zbiorach znajdują się m.in. zespoły eksponatów związane z działalnością brytyjskich wynalazców, np. Jamesa Watta (pionierskie maszyny parowe, wyposażenie pracowni), George'a Stephensona (słynny parowóz Rakieta), Johna Bairda (prototypowe odbiorniki telewizyjne).

    Kolejny punktem naszego zwiedzania był Instytut Polski i Muzeum im. gen. Sikorskiego, gdzie byliśmy umówieni na godzinę 1400, jednak czekaliśmy kilka minut przed wejściem. Po tym miejscu oprowadzał nas przewodnik. Jest to polska placówka kulturalna w Wielkiej Brytanii, stawiająca sobie za cel gromadzenie, opiekę, opracowanie naukowe oraz udostępnianie archiwów polskiego rządu na uchodźstwie i Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Obecnie Instytut posiada status organizacji charytatywnej. Utrzymuje się głównie z dobrowolnych datków osób prywatnych i instytucji. Większość personelu pracuje społecznie. Jego prezesem jest inż. Krzysztof Barbarski, a kierownikiem archiwum dr Andrzej Suchcitz

    Instytut Polski i Muzeum im. gen. Sikorskiego w Londynie powstał 2 maja 1945 jako Instytut Historyczny im. gen. Sikorskiego (IHGS). Dekretem 27 czerwca 1945 Prezydent Władysław Raczkiewicz upoważnił "dowódców jednostki wojska, sił powietrznych i marynarki wojennej, posiadających znaki i odznaczenia, do przekazania ich na własność Instytutowi". Uchwałą rządu nakazano "przekazywanie zbiorów wszystkich komórek archiwalnych rządowych i wojskowych do archiwum Instytutu". Pierwsze zebranie Rady Instytutu odbyło się 13 grudnia 1945. Uchwalono wówczas "statut precyzujący cele i zadania Instytutu".

  Instytut przejął archiwa i pamiątki po generale Władysławie Sikorskim, przekazane przez wdowę                     p. Helenę Sikorską. Miał przejąć także wszystkie archiwa wojskowe i rządowe. Negocjacje z gen. Andersem w sprawie złożenia archiwów 2 Korpusu trwały jednak do 1947.

    W 1946 zakupiono dom przy 20 Princes Gate od Lorda Woodbridge'a po bardzo okazyjnej cenie. Próby uzyskania poparcia finansowego z terenu Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej były związane z warunkiem powstania filii Instytutu w Ameryce. 9 lipca 1947 gmach Instytutu poświęcił ks. prałat W. Cieński.

    W 1946 zakupiono dom przy 20 Princes Gate od Lorda Woodbridge'a po bardzo okazyjnej cenie. Próby uzyskania poparcia finansowego z terenu Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej były związane z warunkiem powstania filii Instytutu w Ameryce. 9 lipca 1947 gmach Instytutu poświęcił ks. prałat W. Cieński.

Przewodnicy, będąc osobami w podeszłym wieku, w bardzo ciekawy i przejmujący sposób opowiadali o wydarzeniach z II wojny światowej. Dzielili się swoimi spostrzeżeniami, ciekawostkami na temat zarówno generała Sikorskiego, jak również gen. Andersa.

Po zwiedzaniu muzeum, wpisaliśmy się do księgi pamiątkowej, a następnie był czas na „luźną” rozmowę z pracownikami placówki, podczas której można było się dowiedzieć, co sprawiło, że zamieszkali w Londynie. Ok. godziny 1540 opuściliśmy instytut i udaliśmy się do kolejnego, ostatniego już tego dnia, a mianowicie : Muzeum Alberta i Wiktorii.

W Muzeum Alberta i Wiktorii otrzymaliśmy niecałe dwie godziny czasu edukacyjnego. Nikt nie ukrywał zmęczenia umysłu i nie tylko. Co jak co, ale cztery muzea jednego dnia potrafią wymęczyć.

   Muzeum Wiktorii i Alberta jest to największe muzeum sztuki i rzemiosła artystycznego w Londynie. Stała kolekcja liczy ponad 4,5 mln eksponatów. Zostało założone w 1852 jako South Kensington Museum. Kolekcja obejmuje przedmioty powstałe na przestrzeni 5000 lat pochodzące z Europy, Ameryki Północnej, Azji i Afryki Północnej. Są to rzeźby, obrazy, rysunki, fotografie, książki, ceramika, meble, tkaniny, stroje, wyroby ze szkła i metalu, biżuteria itd.

Od 2001 wstęp do muzeum jest bezpłatny. Pierwotnie muzeum zaprojektował Francis Fowke, brytyjski inżynier i architekt. Część jego konstrukcji przetrwała do dziś. Obecny budynek muzeum zaprojektował angielski architekt Sir Aston Webb.

  Po wybiciu godziny 1700 zebraliśmy się przed muzeum, jednak nie byliśmy w komplecie, więc musieliśmy chwilę poczekać na jednego z opiekunów. Wszyscy rozmawiali, wymieniali się spostrzeżeniami, wnioskami, nie zawsze na temat odwiedzonych tego dnia miejsc, a samego Londynu. Nikt nie krył radości z faktu powrotu do domu. Cóż, tak bywa, że młodzież nie przepada za muzeami, choć niektóre potrafią być naprawdę fascynujące. Gdy doszły brakujące osoby, mogliśmy udać się na stację kolejową – Victoria Station. Dojechaliśmy tam autobusem. Wsiedliśmy do pociągu i 30 minut później byliśmy już w ośrodku. Ci, co mieli jeszcze siłę, mogli pograć w piłkę, gdyż pogoda się poprawiła. Wybrane osoby przygotowały kolację. Potem przyszedł czas na prysznic, po którym położyliśmy się spać. Prawie. Jeszcze tylko krótka chwila spędzona w kuchni na podjadaniu po męczącym meczu i można było kłaść się spać.

  Następnego dnia, 2 maja, wstaliśmy nieco później niż zawsze, bowiem był to dzień, stanowiący swoisty odpoczynek po dniu wcześniejszym. Zjedliśmy śniadanie, przygotowaliśmy się do wyjścia i udaliśmy się na stację kolejową, skąd ok. 1000 ruszyliśmy w stronę centrum Londynu.  Tego dnia mieliśmy zaplanowane jedynie Muzeum Figur Woskowych Madame Tussaud, dokąd nie poszły trzy osoby, bowiem były już wcześniej.

Gdy inni zwiedzali muzeum, ta trójka wraz z opiekunem pojechała autobusem na Oxford Street, przy której mieszczą się praktycznie same sklepy z odzieżą, te znane i luksusowe, jak również posiadające asortyment o bardziej przystępnych cenach. Pozostała część grupy po zwiedzaniu muzeum również dotarła na Oxford Street, skąd o godzinie 1700, najpierw autobusem na stację kolejową, a potem pociągiem, wróciliśmy do ośrodka.

   Muzeum Figur Woskowych  jest to muzeum figur woskowych znanych ludzi z rozmaitych dziedzin życia, założone w 1835 r. przez Marie Tussaud (1761-1850) w Londynie. Marie Tussaud przybyła do Londynu po rewolucji francuskiej z wykonanymi wcześniej woskowymi odlewami głów zgilotynowanych francuskich arystokratów m.in. Marii Luizy, księżniczki de Lamballe. Ostatni portret wykonała 8 lat przed śmiercią. Odlewy te stały się zalążkiem olbrzymiej kolekcji figur woskowych. Po przybyciu do Anglii, w 1835 r. założyła przy Baker Street pierwszą wystawę, która w 1884 została przeniesiona przez jej wnuka do obecnej siedziby na Marylebone Road. Obecnie oprócz londyńskiego muzeum działają także jego filie w: Amsterdamie, Hongkongu, Las Vegas, Nowym Jorku, Szanghaju i Berlinie

Dziś w Muzeum Madame Tussauds prezentowane są naturalnej wielkości figury gwiazd filmu, muzyki czy sławnych osobistości (np. Jimi Hendrix, Mel Gibson, David Beckham, Britney Spears, Michael Jackson, Elvis Presley, Lionel Messi). Jedynym Polakiem, którego postać znajduje się w tym muzeum, to noblista Lech Wałęsa. Na londyńskie muzeum składają się: sala sportu, sala sław, sala z Czerwonym fotelem z Big Brothera, sala strachu, obecnie sala piratów z Karaibów, sala bohaterów filmowych, sala gwiazd muzyki, sala prezydentów, kanclerzy, sala poświęcona wielkiemu pożarowi Londynu w 1666.

      Po powrocie do ośrodka, mieliśmy więcej czasu niż zwykle. Poświęciliśmy więc go na pobyt na dworze, grę w piłkę i różnego typu inne rozrywki. Następnie wyznaczone osoby przygotowały kolację, pozmywaliśmy, wykąpaliśmy się i położyliśmy spać. Jednak w pokojach długo jeszcze słychać było rozmowy, dyskusje. Każdy zdawał sobie sprawę, że zostały jeszcze tylko dwa dni pobytu w Londynie. Dało się zauważyć, jak szybko płynie czas.

    Kolejnego dnia wszyscy wstali ok. 700,  ze świadomością, że to już przedostatni dzień. Trzeba było to wykorzystać, choć pogoda nie sprzyjała – po raz kolejny deszcz. Zjedliśmy śniadanie i wyszliśmy na pociąg, którym dojechaliśmy do centrum Londynu. Następnie autobusem przemieściliśmy się do Opactwa Westminster.

    Kościół Św. Małgorzaty jest to kościół anglikański znajdujący się w Opactwie Westminsterskim w Londynie. Aby zrozumieć powstanie kościoła przy już istniejącym Westminster Abbey należy cofnąć się do średniowiecza. Pierwotnie w Abbey znajdowało się Opactwo Benedyktynów. Został on konsekrowany w 1065 roku z polecenia króla Edwarda Wyznawcy. Miał on być centrum życia mnichów w Westminster, a główną ideą zakonu było wielbienie Boga przez śpiew. Ale do świątyni zaczęli schodzić się ludzie z okolicznych miejscowości na msze świętą, co przeszkadzało mnichom w ich głównym obowiązku - śpiewaniu. Dlatego przystąpili oni do budowy mniejszego kościoła obok Abbey, gdzie świeccy mogli otrzymać wszystkie sakramenty i uczestniczyć we mszy. W ten sposób powstała świątynia Św. Małgorzaty z Antiochii, której kult był bardzo popularny w średniowieczu.

Nie ma dokładnej daty powstania kościoła, pierwsze zapiski o nim pochodzą z końca XI wieku.

   Następnie, po obejrzeniu wnętrza kościoła, udaliśmy się w stronę Tamizy, skąd mieliśmy udać się w rejs do Greenwich.

W drodze na statek, przeszliśmy obok Parlamentu Brytyjskiego i  sławnej Wieży Zegarowej zwanej Wieżą św. Szczepana – potocznie  „Big Ben”. Zatrzymaliśmy się na chwilę, by dokładnie obejrzeć wszystkie zabezpieczenia, przed dostaniem się do wnętrza niepowołanych osób.

Kilkanaście minut później wejść na statek i zacząć kilkudziesięciominutowy rejs. Pogoda nie sprzyjała takim wycieczkom, jednak nie zraziła nas do wyjścia na zewnątrz zadaszonej części pokładu.  W głośnikach cały czas rozbrzmiewał głos, który opowiadał o budynkach, które mijaliśmy. Szkoda tylko, że po angielski, ale były też dobre strony – można było się sprawdzić. 

   Wreszcie dopłynęliśmy do Greenwich, które dotąd kojarzyło nam się głównie z geografią. To bowiem przez to miejsce przechodzi południk początkowy. Wysiedliśmy ze statku i od razu naszym oczom ukazał się sławny herbaciany kliper „Cutty Sark” oraz jacht Sir Francisa Chichestera „Grypsy Moth IV”.

"Cutty Sark" zbudowano w Szkocji w 1869r., jako żaglowiec do przewozu herbaty z Chin. Był to w ówczesnych czasach najszybszy kliper, mogący w ciągu dnia przepłynąć 350 mil.

Następnie udaliśmy się do budynku, na którym widniał napis „Discover Grennwich”, gdzie spędziliśmy około dwudziestu minut.

Kolejnym obiektem naszego zwiedzania była  dawna Królewska Szkoła Morska (The Old Royal Naval College) z budynkiem nazywanym the Queen's House. Początkowo znajdował się tam tudorowski pałac Placentia, jednak później - w XVII wieku - na tym terenie rozpoczęto budowę potężnego pałacu królewskiego. Budynki były projektowane przez słynnych architektów: Sir Christophera Wrena, Hawksmoora i Vanbrugha. W ciągu budowy ciągnącej się blisko wiek, plany uległy zmianie i dużą część budynków przeznaczono na szpital dla marynarzy (The Royal Greenwich Hospital). W 1873 budynki przejęła Królewska Szkoła Morska, a w 1983 została ona przeobrażona w szkołę wojskową która została zamknięta w 1998 roku.

Obecnie w budynkach znajdują się: Uniwersytet Greenwich, uczelnia muzyczna Trinity College of Music, która wraz z Laban Dance Centre (na granicy z Lewisham) tworzą Trinity Laban, Narodowe Muzeum Morskie (The National Maritime Museum) które utworzono w 1937 i obejmuje budynki: Dom Królowej („The Queen's House”) oraz znajdujący się budynek obok wcześniej należący do Royal Hospital School - Grand Hall udostępniony dla zwiedzających z malowidłem James Thornhill.

W Muzeum Morskim dostaliśmy półtorej godziny czasu dla samodzielnego zwiedzania. Jest to jedno z największych na świecie muzeów tego typu, więc mogliśmy przez ten czas zwiedzić go tylko pobieżnie. Po obejrzeniu wszystkich wystaw zarówno w Muzeum Morskim, jak również w innych częściach Królewskiej Szkoły Morskiej, udaliśmy się w stronę Królewskiego Obserwatorium Astronomicznego, znajdującego się na wzgórzu. Podczas wchodzenia, mogliśmy zobaczyć prace przygotowawcze do Igrzysk Olimpijskich, które w 2012 roku odbędą się właśnie w Londynie, a część konkurencji będzie rozgrywana w Greenwich.

Królewskie Obserwatorium Astronomiczne w Greenwich (The Royal Greenwich Astronomical Observatory) to obserwatorium astronomiczne zbudowane przez króla Karola II 10 sierpnia 1675 roku. Kierowane było w późniejszych latach m.in. przez przez Johna Flamsteeda. Służyło wówczas do pomiarów astrometrycznych, przydatnych do nawigacji w żegludze dalekomorskiej. Następnie stanowisko dyrektora objął Edmund Halley (w 1720 r.). Obserwatorium wyznacza przebieg południka zerowego. Można więc było zrobić sobie zdjęcie, na którym jedną nogą stoimy na wschodniej, a drugą – na zachodniej półkuli. Bardzo ciekawe uczucie. Następnie przez chwilę spacerowaliśmy po wzgórzu, po czym zeszliśmy i odwiedziliśmy niewielki targ w centrum dzielnicy Greenwich. Byliśmy tam jednak tylko przez kilkanaście minut, gdyż wolimy bardziej przystępne dla turystów miejsca. Następnie, przeszliśmy przez centrum w stronę stacji metra,  którym przedostaliśmy się pod Tamizą na drugi brzeg. Stamtąd autobusem dojechaliśmy do ostatniego punktu naszej wyprawy tego dnia, czyli Chinatown.

Nazwę tę noszą dzielnice w różnych miastach świata, zamieszkane głównie przez mniejszość azjatycką, przeważnie z Chin lub rdzennych Chińczyków osiadłych na tych terenach przez wypadki dziejowe i migracje ludu. Zatrzymaliśmy się tam w celu zakupu ostatnich pamiątek, jednak nie wszystkim przypadła do gustu ta dzielnica. Na niektórych działała mocno przytłaczająco, dlatego też część osób wybrała restaurację, nie zakupy wśród wszechobecnych Chińczyków. Po zakupach, wszyscy spotkaliśmy się w wyznaczonym miejscu, zostaliśmy przeliczeni przez opiekunów i udaliśmy się na przystanek autobusowy.

Wsiedliśmy do autobusu, jeszcze tylko krótka przejażdżka po Londynie i mogliśmy wysiadać nieopodal „naszej” stacji kolejowej, skąd pociągiem wróciliśmy do miejsca naszego noclegu.   

    Jak co dzień, wyznaczeni uczniowie przygotowali kolację, reszta wycieczkowiczów zaczęła się powoli pakować, gdyż kolejny dzień, był tym, w którym opuszczaliśmy Londyn i Wielką Brytanię. Wszyscy z rozżaleniem wspominali o przeżyciach podczas wycieczki, zdając sobie sprawę z szybkości upływu czasu. Po kolacji, przyszedł czas na kąpiel, po której z kolei odbyło się krótkie spotkanie, w celu podsumowania całego wyjazdu. Następnie wszyscy, około godziny 2300 położyli się spać, by rano wstać wypoczętym, bo przecież następnego dnia nie dość, że czekało nas zwiedzanie ostatniego obiektu, to potem jeszcze dłuuuga podróż powrotna do Polski. 

      Dobiegł ostatni dzień wyjazdu. Wszyscy wstali, jak zawsze, ok. godziny 700 z dziwnym uczuciem, że to już koniec. Cóż, trzeba było się spakować, schować wspomnienia do walizki, przechować, by móc cieszyć się nimi przez kolejne miesiące. Zjedliśmy śniadanie przygotowane przez wyznaczonych uczniów i jak co dzień wyszliśmy na stację kolejową, jednak tego dnia była to późniejsza godzina. Dojechaliśmy pociągiem do centrum, a następnie autobusem do Tower of London, które było ostatnim miejsce zwiedzonym przez nas podczas tej wycieczki. Pogoda, nawet na pożegnanie się nie poprawiła, ale już każdy zdążył się przyzwyczaić i przestała przeszkadzać. W Tower of London otrzymaliśmy aż ponad trzy godziny czasu na samodzielne zwiedzanie. Jednak to „aż” to wcale nie tak dużo w porównaniu do ogromu budowli, różnego typu zakamarków, wystaw, ciekawych miejsc do obejrzenia

         Tower of London to budowla obronna i pałacowa monarchów Anglii, chociaż ostatni z władców Anglii, który z niej korzystał to Jakub I (1566-1625). Wzniesiona została w 1078 roku dla Wilhelma Zdobywcy. Było więzieniem, z którego podobno nie było ucieczki, ponieważ wejście było zaraz nad wodą – podpływano łódkami i tam prowadzono więźniów do celi. Więziono tu m.in. króla Anglii Henryka IV, królową Annę Boleyn, Thomasa More'a, Thomasa Cromwella, Lady Jane Grey, żeglarza Waltera Raleigha, a w 1941 r. Rudolfa Hessa.

W swej historii budynek był fortecą, więzieniem, pałacem, a nawet służył jako zoo. Budowla (łącznie z Bramą Zdrajców) pilnowana jest przez charakterystycznie ubranych strażników, nazywanych Yeomen Warders. W twierdzy są dziś przechowywane liczne zbroje, broń, klejnoty i insygnia koronacyjne (królewski pierścień i jabłko oraz berło z krzyżem i największym na świecie brylantem Cullinanem I, a także koronę brytyjską zdobioną drugim co do wielkości na świecie brylantem Cullinanem II).

Twierdza Tower jest do dziś zamieszkana. Jej społeczność tworzą strażnicy Yeomen Warders wraz z rodzinami, naczelnik twierdzy, urzędnicy oraz kapelan i lekarz.

Symbolem Tower są kruki. Popularna legenda głosi, że dopóki na wieżach Tower będą żyły kruki, tak długo trwać będzie imperium brytyjskie. Legenda ta powstała w epoce wiktoriańskiej, nie wcześniej niż z końcem XIX w. Wiadomo jednak, że kruki mieszkają w wieżach zamku co najmniej od czasów panowania Karola II w XVII w. Zadaniem jednego ze strażników Tower (ang. Ravenmaster) jest opieka nad krukami i ich dożywianie. Inna wersja legendy mówi, że gdy wszystkie sześć kruków opuści kiedyś twierdzę Londyn zginie. Aby tak się nie stało podcięto im skrzydła i są pilnie strzeżone

Po zakończeniu zwiedzania tej niesamowitej budowli, spotkaliśmy się w wyznaczonym miejscu i zabytkowym autobusem przez Trafalgar Square dotarliśmy na stację kolejową, skąd pociągiem, tak jak zawsze, wróciliśmy do ośrodka. 

Wyznaczone osoby przygotowały kolację, chyba najbardziej pracochłonną z całego wyjazdu, bowiem stanowiły ją placki ziemniaczane. Najpierw jednak trzeba było zetrzeć ziemniaki. Uwzględnijmy 36 osób i wszystko staje się jasne. Dlatego też przygotowanie kolacji trwało bardzo długo, jednak była satysfakcja z wykonanej pracy. Podczas, gdy przygotowywano kolację, inni mogli wziąć prysznic przed długą podróżą, posprzątać w pokojach. Po kolacji zostało już tylko zmywanie, które także trochę trwało. Około godziny 1900 kierowcy spakowali ostatnie torby do autokaru, zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcia     i po godzinie 1930 wyruszyliśmy w stronę portu Dover, w stronę Polski. Niby każdy się cieszył, bo co by nie mówić, każdy stęsknił się za bliskimi, jednak dało się czuć również żal, że może nie wykorzystaliśmy  tego czasu tak, jak potrzeba, a może, że trwało to tak krótko. Powodów mogło być wiele. Jednak wszystko kiedyś dobiega końca. Nic nie trwa wiecznie, a to co piękne kończy się jeszcze szybciej. Trzeba żyć chwilą, bo za chwilę chwili nie ma.

    Po niewielkiej kontroli celnej, podczas której sprawdzono 6 losowo wybranych walizek oraz przepływie promem, mogliśmy już spokojnie wracać  do domu. Promem płynęliśmy nocą, wszyscy byli bardzo zmęczeni, więc usiedliśmy w jednym miejscu, jedni spali, drudzy rozmawiali. Tylko nieliczni spacerowali po promie. 

    Cała podróż przebiegała bez żadnych zakłóceń i dość szybko, bo praktycznie wszyscy spali. O godzinie 2100 dojechaliśmy cali i zdrowi do Belska Dużego. Na parkingu czekali już na nas stęsknieni rodzice. Wypakowaliśmy walizki, zabraliśmy swoje rzeczy i każdy wrócił do swojego domu. Wycieczka dobiegła końca. Na dobre.

    Dzień później wszyscy pojawili się w szkole. Na lekcjach wypytywano nas o wrażenia. Opowiadaliśmy zgodnie, iż wycieczkę można uznać za bardzo udaną. Londyn – piękne miasto i nawet gdybyśmy spali na dworcu przy 10 stopniach Celsjusza,  byłoby świetnie. Do tego w takim towarzystwie J Na pewno w pamięci na długo pozostaną nam cudowne widoki i przeżycia. Miejmy nadzieję, że te pozytywne.

 
 
                                                                                                                                    Tekst: Bartłomiej Kander
                                                                                                                                       Zdjęcia: Wiktoria Małachowska

 

Strona tytułowa     Imprezy 2011/12