Sylwia Perzyna
 
 
Laureatka Wojewódzkiego Konkursu Historycznego 2013.
 

WYWIAD Z SYLWIĄ PERZYNĄ

 

Norbert Wierzbicki: Dzień Dobry. Dzisiaj przeprowadzę dla państwa wywiad z Laureatką Konkursu Historycznego szczebla wojewódzkiego – Sylwią Perzyną. Witaj.

Sylwia Perzyna: Cześć.

NW: To może na początek – Który to już twój wywiad? Jak się z tym czujesz?

SP:  Jak na razie spotykałam się z samymi leniwymi „dziennikarzami”. Tak naprawdę z tymi wywiadami to ja mam najwięcej roboty.

NW:  Hmm…. Myślę, że mnie do nich zaliczysz. Sylwio, jak się czujesz będąc laureatem konkursu?

SP: Głupie to pytanie, ponieważ wiadomo, że nie mogę czuć się z tym źle.

NW: A coś więcej? Rozumiem już pewna rutynę, ale dla moich czytelników mogłabyś się trochę wysilić, koleżanko.

SP: Czuję się doskonale będąc laureatem, ale zdecydowanie uważam, że kochane grono pedagogiczne robi wokół tego zbyt wiele szumu:-) Coś, jakbym co najmniej dostała Nobla. Jest to trochę krepujące, bo jak nie dadzą zdjęcia do gazety, to na korytarzu powieszą moje zdjęcia, żebym bezbronnie i biedne dzieci straszyła. Jeszcze trochę i autografy zacznę rozdawać:-)

NW: Nie martw się Sylwio, też chętnie wezmę od ciebie autograf, ale to już po naszej rozmowie.

SP: Haha, bardzo śmieszne.

NW: Przejdźmy dalej, czy od początku chciałaś uczestniczyć w konkursie historycznym? Czy byłaś nastawiona na jakieś inne konkursy?

SP: Postanowiłam spróbować swoich w tym konkursie, gdyż od bardzo dawna interesuje się historią. Jednakże nie myślałam, że zajdę tak daleko i odniosę sukces. Brałam udział w innych konkursach przedmiotowych, przyznam, że największe nadzieje wiązałam z konkursem polonistycznym, a wynik pierwszego etapu konkursu historycznego był dla mnie  miłym zaskoczeniem.

NW: To ciekawe, więc nie zakładałaś od razu, ze zajdziesz tak daleko?

SP: Tak, w tym konkursie tytuł laureata był dla mnie jedynie odległym i niemalże nieosiągalnym marzeniem. Wydawało mi się, że nie mam szans z tak ogromną konkurencją, ale w kolejnych etapach zaczęłam zauważać, jak blisko jestem i jak bardzo wartościowy jest ten tytuł. Do samego końca nie spodziewałam się tego wyróżnienia. Jedynie to o nim marzyłam, lecz wolałam nie nastawić się zbyt pozytywnie, aby się nie rozczarować w razie niepowodzenia.

NW: Czy nie uważasz, że Twoje ostatnie zdanie mogłoby być też radą dla innych, bo jest to bardzo mądre stwierdzenie?

SP: Ależ oczywiście.

NW: Kto Ci pomagał w przygotowaniach do konkursu?

SP: W przygotowania do konkursu zaangażował się p. Wójcik, który bardzo pomagał mi w nauce, często zostając ze mną po lekcjach, aby realizować materiał, który musiałam opanować. Przeogromnym wsparciem obdarzyli mnie rodzice, którzy zawsze są gotowi mi pomóc i być przy mnie w każdej chwili. Jestem im za to wdzięczna.

NW: Czy musiałaś opanować dużo materiału do ostatniego etapu?

SP: Samego materiału do nauczenia było naprawdę wiele. Zakres obejmował zarówno starożytność jak i pierwszą wojnę światową, co było dużą rozbieżnością i sprawiło mi niemały problem. Praktycznie w każdej wolnej chwili czytałam książki historyczne i przeglądałam podręczniki. Prze dostatnim etapem pisałam notatki, które pomogły mi szybciej zapamiętać ogromną ilość dat.

NW: Jaka była twoja reakcja, kiedy dowiedziałaś się, że jesteś laureatką konkursu?

SP: Na początku nie mogłam uwierzyć, że spotkało mnie tak wielkie wyróżnienie. Bałam się, że może to tylko błąd i wcale nie jestem laureatką. Gdy byłam już pewna uzyskanego wyróżnienia, po prostu skakałam ze szczęścia.

NW: Bardzo oryginalna cieszynka, Sylwio. Co dostałaś za zdobycie laureata?

SP: Dziękuję. Dzięki uzyskaniu tytułu laureata nie muszę stresować się rekrutacją do szkół ponadgimnazjalnych, gdyż laureaci są przyjmowani poza kolejnością, a ponadto nie musiałam pisać egzaminu gimnazjalnego części humanistycznej.

NW: To tylko pozazdrościć, choć wiemy, że osiągnęłaś to ogromem włożonej pracy i w pełni zasługujesz na te udogodnienia. Odbiegnijmy od głównego tematu tego wywiadu. Jakie są twoje zainteresowania?

SP: Jak widać interesuję się historią, lubię czytać książki, chodzić na długie spacery, słuchać muzyki. Ciekawią mnie też zagadnienia psychologiczne, lubię chodzić do teatru.

NW: Co chciałabyś osiągnąć w przeszłości?

SP: Hmm… powiedzmy, że odbycie podróży dookoła świata, a potem miesiąc na bezludnej wyspie. Może jeszcze rozmowa z Martyną Wojciechowską, a później zostanie super bogatą kobietą, właścicielką świetnie prosperującej, wielkiej firmy z mieszkaniem w ogromnym domu. Posiadałabym też własny samolot i 20 apartamentów w różnych miejscach świata, każdy z prywatnym masażystą. Moje założenia na przyszłość to oczywiście walka o pokój na świecie oraz żeby wszystkim żyło się dobrze, a mnie najlepiej. W sumie to mogłabym też zostać przewodniczącą ONZ.

NW: Powiedzmy, że życzę Ci, żeby wszystkie te bardzo wygórowane marzenia się spełniły. Na koniec chciałbym poznać Twoją trochę bliższą przyszłość. Gdzie chcesz iść do szkoły?

SP: Moim marzeniem jest nauka w liceum im. T. Czackiego w Warszawie.

NW: To życzę Ci powodzenia w nowej szkole. Dziękuje za miły wywiad. Czy było aż tak źle?

SP: Nie było źle, ale pomyśl racjonalnie: komu zechce się czytać takie bzdury? Dziękuję.

Rozmawiał Norbert Wierzbicki

 

 
Z Norbertem Wierzbickim na lekcji języka polskiego w inscenizacji "Kamieni na szaniec".
Laureaci konkursu "Mistrzowie genetyki". Z Norbertem Wierzbickim i Anitą Musiałowską.
*
Pamiątkowe zdjęcie z klasowego tableau.
 

 

Strona tytułowa